sobota, 11 marca 2017

ROZDZIAŁ XV

Zajęcia w szkole zaczynały się o godzinie 8 rano. O dziwo, wyspałam się bardzo dobrze, chociaż sporą część nocy poświęciłam nauce. Nauczycielom średnio podobał się pomysł z moją pracą. jednak pomagali mi ile się tylko dało. Zresztą, rozmawiali i na ten temat z moimi rodzicami. W końcu, z racji że jeszcze troszkę czekałam na 18 urodziny, mama i tata musieli podpisać zgodę na pracę w PZNie. Na szczęście to zrobili. Dzisiaj zaliczałam dwa zaległe sprawdziany. Powinnam się denerwować, jednak moje myśli wybiegały daleko poza szkołę. Ale musiałam spróbować się skupić. Przedmioty te miałam już na dzień dobry i to jeden po drugim. O dziwo, panie nie przygotowały jakieś bardzo mocnego stopnia trudności. Miałam nadzieję, że to zaliczę. Zajęcia skończyłam o godzinie 14, więc natychmiast udałam się do COSu. Cały dzień rozmyślałam, o jakim wyjeździe mówił trener. Pewnie coś z chłopakami z kadry A i chce to teraz omówić. Jakiś mowy plan treningowy, czy coś takiego. Na miejscu byłam jako jedna z pierwszych. Zaraz potem zjawili się zawodnicy kadry A wraz z trenerami i cały sztab kadry B.
-Jak tam przed treningiem?-Spytałam Maćka.
-Pełen energii! Myślałem, że masz dzisiaj wolne.
-Ania? Ty tutaj?-Podszedł do nas Kamil, a zaraz po nim Kacper.
-Właśnie wczoraj dostałam telefon od Stefana, że mam się zjawić... Nie wiecie o co może chodzić?
-Nie mam pojęcia. My mieliśmy się spotkać, by porozmawiać na temat trzydniowego zgrupowania kadry B w Ramsau.
-A my mamy trening na siłowni.-Wtrącił Kot.
-A no coś i mi wspominał o wyjeździe...-Zamyśliłam się. Dzisiaj w COSie było wyjątkowo gorąco. Chyba zaczął się sezon grzewczy. Automatycznie zdjęłam bluzę i zostałam w czarnej bluzce z krótkim rękawem.
-Ty masz tatuaż?-Maciek chwycił mnie za rękę. Na moim prawym przedramieniu był widoczny zarys gór.
-Jak widać. I to nie jedyny.-Uśmiechnęłam się blado.
-Patrz tutaj.-Zawołał Kacper, po czym z zaskoczenia wziął rękę Kamila i pokazał Maćkowi prawe przedramię swojego młodszego brata. Na nim widniał dokładnie taki sam tatuaż, jak u mnie.
-Rozumiem...-Odrzekł dosyć chłodno Kot. Zmieszałam się, jednak nie zdążyłam nic powiedzieć. Zresztą, chyba bym nie widziała co. W końcu, nie zamierzałam się tłumaczyć, bo i nie miałam z czego. W tej chwili przyszedł trener Horngacher, wraz z trenerem kadry B.
-To może od razu przejdę do rzeczy.-Nie patyczkował się.-Asystent trenera Matei nie może pojechać na zgrupowanie kadry B do Austrii z powodów zdrowotnych. Jednak potrzebna jest tam jakaś osoba do pomocy. Aniu, chciałbym abyś pojechała na miejsce Marcina Bachledy.
-J.. ja?-Zaskoczył mnie.
-Tak. Muszą sprawdzić sprzęt, a Ty już jesteś od tego fachowcem. Marcin już zorganizował tam siatkę noclegową i treningi, więc już nie musisz się tym zajmować.
-No dobrze..-Zgodziłam się.-A kiedy podróż?
-Już jutro, o godzinie 8 spod COSu. Pasuje Ci?
-Jak najbardziej!-Odpowiedziałam dalej zaskoczona. Następnie trener Horngacher odszedł, a ja zostałam ze sztabem kadry B, by omówić koncepcję wyjazdu. Zauważyłam, że Kamil nie krył zadowolenia z takiego obrotu spraw. Cudownie. 3 dni spędzimy niemalże nierozłącznie. Natomiast Maciek miał kamienną twarz, która mnie zmroziła.

Na miejscu zjawiłam się punktualnie, tak jak i reszta sztabu wraz z zawodnikami. Do Austrii jechaliśmy dwoma busami. W jednym znajdował się cały sprzęt, a w drugim jechaliśmy wszyscy razem. Podróż mijała w świetnej atmosferze, widać że kadra się bardzo dobrze dogaduje. Żartom i przekomarzaniom nie było końca. Do przejechania mieliśmy ok 700km, co zajęło nam 7 godzin, Jednak kompletnie nie odczułam tej podróży. Mieliśmy bardzo komfortowe warunki, dzięki czemu chyba nikt nie był jakoś bardzo zmęczony. Na miejscu byliśmy ok. godziny 15. Gdy podjechaliśmy pod hotel, w którym mieliśmy nocować, zadrżałam. Nie wiedziałam, że zatrzymamy się w nim, i to niemalże równo rok po feralnym wydarzeniu. Przełknęłam ślinę i mimowolnie spojrzałam na Kamila. Przyglądał mi się niepewnie, więc chyba sprawdzał czy pamiętam. Oj pamiętałam. Ale musiałam spróbować o tym zapomnieć na kilka dni. W recepcji przywitano nas już jak rodzinę. Robert podszedł do kobiety, która obsługiwała i wziął karty do poszczególnych pokoi. Z racji, że byłam jedyną kobietą, miałam go mieć w pojedynkę. Trener dzielił go z fizjoterapeutą Górnym, Kamil z Bartkiem, Olek z Titusem, Biegun z Jankiem Ziobro, a Przemek Kantyka nie mógł z nami tym razem pojechać. Kiedy odebrałam swoją kartę aż mnie zmroziło. Pokój 415.
-Czy mogłabym poprosić o inny pokój?-Zwróciłam się natychmiast do trenera.
-Dlaczego? Jeszcze go nawet nie widziałaś.
-Proszę, nie mogę w nim zamieszkać.-Byłam bardzo zmieszana, ale i zdesperowana.
-Co w nim nie tak?-Spytał Kamil, po czym zabrał moją kartę i na nią spojrzał. Uśmiech natychmiast zszedł z jego twarzy. Spojrzał na mnie wymownie i nie spuszczając ze mnie wzroku powiedział:-Ona ma rację, poprośmy o inny pokój.
-Eh, no dobrze. Idź i weź inny. Powariowaliście na maxa.-Zawołał Mateja odchodząc do swojego lokum. Szybkim ruchem odebrałam kartę z rąk serwismena i skierowałam się do recepcji. Na szczęście nie było problemu ze zmianą miejsca. Mój nowy pokój nie był wielkich rozmiarów. Dwudrzwiowa szafa, telewizor, nocna szafka i, o dziwo, duże dwuosobowe łóżko. A niby to był pokój jednoosobowy. Cóż, widocznie ktoś tutaj się pomylił. Na pewno nie zamierzałam zgłaszać sprzeciwu :) Miałam też własną, małą łazienkę z kabiną prysznicową. Wszystko było bardzo estetyczne i ładnie urządzone. Jednak nawet nie chciało mi się wypakowywać, w końcu mieliśmy tutaj spędzić raptem 3 dni. Pierwsze, co zrobiłam, to udałam się do łazienki pod prysznic. Byłam cała spocona podróżą, więc musiałam się odświeżyć. Godzinę później wszyscy mięliśmy się stawić na dole, w ośrodku treningowym, który znajdował się na powietrzu. Dzisiaj na szczęście dostałam wolne, to jutro zaplanowano przygotowania na skoczni. Było ciepło, więc śmiało położyłam się na leżaku nieopodal ćwiczących chłopaków. Obok mnie położył się Kamil.
-Jakie piękne widoki!-Zachwycałam się widokiem Alp.
-Nie da się ukryć.-Zawtórował mi.
-Aż by się chciało po nich połazić...-Rozmarzyłam się.
-Idziemy?-Zaproponował.
-Ty tak serio?-Aż się uniosłam.
-No a czemu nie? Mamy wolne. Co nasz trzyma?
-Za pół godziny tutaj, trzeba się przygotować.-Zerwałam się i natychmiast pobiegłam do pokoju.
Byłam bardzo podekscytowana. Jak za starych czasów. Miałam ze sobą wygodne buty i resztę stroju sportowego. Do tego wzięłam małą torbę na ramię, w którą wsadziłam wodę i telefon. Stawiłam się punktualnie. Kamil też był gotowy z plecakiem na tyle. Nie czekając ani chwili ruszyliśmy na szlak. Świetnie się przy tym bawiłam. Nawzajem sobie pomagaliśmy, ciągle mięliśmy z czegoś bekę. Droga na szczyt miała aż 10 kilometrów. Dzięki Bogu, tym razem nie musiałam dodatkowo ćwiczyć. Pomimo tego, byłam wykończona. Na szczęście Kamil pomyślał za mnie i wziął ze sobą jakieś kanapki.
-Wybawco!-Zawołałam rzucając się na jedzenie.
-Wiedziałem, że jak zwykle stwierdzisz, że na 100% nie będziesz głodna i nie weźmiesz nic, poza wodą.-Zaśmiał się.
-Oj, znasz mnie aż za bardzo dobrze.-Mówiłam z pełną buzią.
-Tylko się nie zadław!
-A Ty się ze mnie nie śmiej! Jezu, ale pycha...
Cała nasza droga powrotna wyglądała tak samo. Ciągle się śmialiśmy i wspominaliśmy nasze dawne wyprawy. Generalnie chodziliśmy po Tatrach, jednak zdarzały nam się i inne kraje, w tym i Austria. Kiedyś planowaliśmy wspólny wypad na Mont Blanc, ale niestety się nie udało. Wróciliśmy dosyć późno, okropnie zmęczeni.
-Dzięki za dzisiejszy dzień. Było wspaniale!-Śmiałam się, gdy szliśmy na górę.
-Samotne wypady są fajne, jednak z Tobą zawsze chodziło mi się najlepiej.
-To Twoja wina, zaraziłeś mnie miłością do gór!
-Cieszę się z tego powodu...
-Cóż, w końcu dlatego zrobiliśmy te tatuaże.-Pokazałam swoje przedramię.
-Takiego czegoś nie można było nie upamiętnić.-Uśmiechnął się, po czym się nieco do mnie zbliżył.
Na chwilę przystanęliśmy, a ja zauważyłam, gdzie się znajdujemy. Pod pokojem 415. Spojrzałam na Kamila i natychmiast postanowiłam stąd uciekać. Szybko się z nim pożegnałam i skierowałam do swojego lokum. Niemalże padłam na łóżko. Po kilku minutach sięgnęłam po telefon i zaczęłam oglądać zrobione dzisiaj zdjęcia. Byłam zaskoczona, gdy zauważyłam, że na jednym z nich siedziałam na szczycie, wpatrzona w piękno Alp Austriackich. Miałam na nim uśmiech od ucha do ucha. Nawet nie wiem kiedy Skrobot zrobił mi je z ukrycia. Jednak nie da się ukryć, że było bardzo ładne. Nie mogłam się powstrzymać, by nie wstawić go na instagrama i facebooka. Liczba lajków rosła z sekundy na sekundę. Nagle wyskoczyło mi powiadomienie, że na insta Kamil nawet zostawił mi komentarz: Dobrego miało się fotografa, co? :) Uśmiechnęłam się lekko. Kilka minut później rozdzwonił się mój telefon.
-Co tam słychać?-Spytałam śmiejąc się na samą myśl o osobie, która dzwoniła.
-A jakoś leci. A Wy jak tam? Miałaś dać znać, gdy dojedziecie.-Usłyszałam zaniepokojony głos Maćka.
-Przepraszam, ale dopiero teraz weszłam do pokoju.-Zaśmiałam się.
-Wiem, zauważyłem. Byłaś w górach z Kamilem?-Zaczynał brzmieć, jakby chciał mnie przesłuchać.
-Tak... Mieliśmy dzisiaj wolne, a pogoda dopisywała. Ale były piękne widoki!
-Wyobrażam sobie.-Skwitował cierpko.
-O co Ci chodzi?-Spytałam zaskoczona.
-Nic. Chodźcie sobie dalej.
-Maciek, Ty chyba nie jesteś zazdrosny?
-Ja? Nie.
-To czemu masz taki dziwny głos?
-Wydaje Ci się. Muszę kończyć, pa.
-Ale Maciek...-Urwałam, bo w tej chwili usłyszałam przerywany sygnał. Rozłączył się. A ja przez chwilę leżałam oszołomiona. O co mu chodziło? Najpierw gada, że między nami nic nie może być, a teraz urządza sceny? Nie da się ukryć, że mnie w tej chwili zdenerwował swoją dziwaczną postawą.

Kolejne dwa dni były bardzo pracowite. Chłopacy trenowali głównie na skoczni. Razem z Kamilem mieliśmy ręce pełne roboty. Jednak o dziwo bardzo dobrze nam się współpracowało. Rozumieliśmy się bez słów. Obserwowałam go w pracy. Widać było, że lubi to co robi. Pracował z dużą pasją, a to przecież praca techniczna. A przecież on był kiedyś sportowcem! Wkładał w to i tak całe swoje serce. Ostatniego dnia austriacki związek narciarski zorganizował mały bankiet dla swojej kadry. Z racji, że organizował go w naszym hotelu i my mieliśmy tutaj zgrupowanie, również dostaliśmy na niego zaproszenie. Trener już przed wyjazdem nas poinformował o tej imprezie, więc byłam na to przygotowana. Ubrałam klasyczną, obcisłą krwiście czerwoną sukienkę do połowy uda, z długimi rękawami i półokrągłym dekoltem. Do tego czarne szpilki. Mocniejszy makijaż oczu, a na usta brązowa matowa szminka. Włosy rozpuściłam i zrobiłam duże, luźne fale. Aż się dziwnie czułam, przez te wszystkie dni nosiłam głównie sportowe ciuchy, a tutaj taka odmiana. Każdy z chłopaków również ubrał się elegancko. Trener, fizjoterapeuta, Krzysiek Biegun, Titus i Olek ubrali cały garnitur, łącznie z krawatami. Kamil, Bartek i Janek założyli ciemne jeansy, do tego jasne koszule i eleganckie marynarki zapinane na jeden guzik. Siedzieliśmy wszyscy przy jednym stoliku i czekaliśmy na rozpoczęcie całego bankietu.
-Pięknie wyglądasz.-Szepnął mi do ucha Kamil, który siedział obok mnie.
-Ty też niczego sobie.-Uśmiechnęłam się.
I wtedy się zaczęło. Kompletnie nie kojarzyłam ludzi z austriackiego związku narciarskiego. Jedynie rzucali mi się w oczy zawodnicy ich głównej kadry, z trenerem Kuttinem na czele. Nie dało się ukryć, że czułam mega podekscytowanie. Ciągle piszczałam a to na widok Schlierenzauera, Hayboecka czy Fettnera. Pomyśleć, że już niedługo będę widywała ich co kilka dni! Nasi chłopacy aż zaczęli się ze mnie śmiać. W pewnej chwili specjalnie zawołali powyższą trójkę i zaczęli mi ich przedstawiać. A mi odjęło mowę, na co cieszyli się jeszcze bardziej. Bankiet robił się bardzo nudny. Kiedy było po oficjalnej części, postanowiłam wrócić do pokoju. Jednak wpadłam na pewien pomysł. Nieopodal stał szwedzki stół, z którego można było brać dosłownie wszystko. Zauważyłam, że stoją tam też butelki z winem. Chciałam przemyśleć samotnie kilka spraw, więc schowałam jedną z nich za pazuchę.
-Co Ty kombinujesz?-Usłyszałam za sobą Kamila.
-Czy musisz mnie straszyć? Nic takiego.-Udawałam niewiniątko.
-Przecież widzę, co tam masz.-Mówił rozbawiony.
-Nie wiem o czym mówisz.-Wyszczerzyłam zęby.
-Ania, Kamil! Dobrze, że Was widzę!-W tej chwili podszedł do nas trener Mateja. Natychmiast schowałam butelkę za plecami.
-Coś się stało?-Przykleiłam do siebie sztuczny uśmiech.
-Jest problem z butami, teraz się skapnęliśmy. Musicie je poprawić, i to dzisiaj. Tyle, że niestety w pokoju.
-Jasne, zaraz skoczymy do magazynu i się tym zajmiemy.-Odpowiedziałam bardzo grzecznie.
-To super, dzięki!-Powiedział, a ja się odwróciłam w stronę Skrobota.
-Co?-Spytał, gdy mu się przyglądałam.
-Weź też sobie. Myślisz, że się z Tobą podzielę?-Prychnęłam i skinęłam głową na wino, po czym odeszłam zostawiając go zszokowanego.
Postanowiliśmy, że wszystkim zajmiemy się u mnie w pokoju. Tutaj nam nikt nie przeszkodzi, a chyba o to chodziło. Do lokum Kamila w każdej chwili mógł wrócić Bartek. Chwilę później przynieśliśmy wadliwe pary butów, aby się nimi zająć. W międzyczasie otworzyliśmy butelki. Nie mieliśmy kieliszków, więc każde z nas piło z gwinta. To się nazywa profesjonalizm :) Jak zwykle, nasza współpraca dobrze się między nami układała. Dzięki temu, godzinę później skończyliśmy swoją robotę. Jeszcze nie wypiliśmy dużo, więc położyliśmy się na łóżku i delektowaliśmy się smakiem. Włączyliśmy w telewizorze MTV, by leciała jakaś muzyka. Oczywiście, cały czas się śmialiśmy, wspominając dawne czasy.
-Pamiętasz, jak wybraliśmy się do tej opuszczonej willi?-Przypomniał sobie.
-Nic mi nie mów! To był szok! Zawsze mieliśmy nie do końca normalne pomysły!-Zaśmiałam się.
-I te skrzypiące drzwi!-Zaczął udawać upiór.
-Przyznaj, że się wystraszyłeś!
-A żebyś chciała wiedzieć!
-A potem jak się zgubiliśmy!-Upiłam kolejny łyk wina, którego było już coraz mniej.
-I chodziliśmy po omacku, a jeszcze tak wiało!
-A pamiętasz, jak wtedy weszłam w tę pajęczynę?-Dalej się chichrałam.
-Tak się bałaś, że nosiłem Cię na rękach!-Zawtórował mi.
-Teraz się z tego śmiejemy, ale wtedy było strasznie!-Niechcący źle ruszyłam ręką i... spora część wina wylała mi się na sukienkę.
-Ooo nie!-Zawołałam zeskakując z łóżka.-Muszę to zaprać!
-Nic się nie zmieniłaś, dalej jesteś taką uroczą niezdarą!-Drwił sobie ze mnie. Zza drzwi łazienki pokazałam mu środkowy palec, na co zaśmiał się jeszcze głośniej. Zdjęłam swoją kreację i od razu starałam się zmyć plamę. Udało się, ale mokra plama była ogromna. Powiesiłam ją na kaloryferze, po czym wróciłam do pokoju. W samym staniku, stringach. I szpilkach. Z racji, że nie byłam sama, wyglądałam jak rasowa dziwka. Ale dzięki procentom kompletnie się nie krępowałam.
-Muszę znaleźć coś innego.-Powiedziałam kucając przy swojej walizce, centralnie tyłem do Kamila. Wyjęłam jakąś koszulkę i legginsy, po czym wstałam. Wtedy poczułam jego ręce oplatające mnie od tyłu w pasie.
-Kamil, co Ty robisz?-Spytałam ostrożnie, jednak się nie cofnęłam. Nic mi na to nie odpowiedział, jedynie przesunął dłonie na mój brzuch i zaczął go delikatnie masować.
-Ładnie się wyrzeźbiłaś.-Szepnął mi do ucha, a jego ruchy przybrały na sile. Przybliżył się do mnie, aby składać pocałunki na mojej szyi.
-Kamil, nie...-Powiedziałam, jednak po moim ciele rozprowadzał się coraz szybciej przyjemny prąd. Były chłopak zaczął mnie wtedy lizać po uchu. Cholera, Zbyt dobrze pamiętał moje miejsca erogenne.
-Jesteś tego pewna?-Szepnął.
-Tak...-Jęknęłam bardzo cicho. Wtedy jedną ręką sięgnął do moich stringów. Aż się zaśmiał. Tak, byłam nieźle mokra. Wiedziałam, że już nie odpuści. Jego ruchy po całym moim ciele zrobiły się bardzo mocne i stanowcze. Stał do mnie tyłem i w pewnej chwili sięgnął po zapięcie do stanika. Nie protestowałam, nawet odgarnęłam włosy, aby ułatwić mu zadanie. Kiedy poczułam jego dłonie na moich piersiach, kompletnie odpłynęłam. W ciągu tego roku moja sylwetka nabrała bardziej kobiecych kształtów, w tym i urósł mi bardziej biust.
-Jesteś cudowna.-Wyszeptał mi do ucha nadal namiętnie masując moje piersi. Wtedy odwróciłam się gwałtownie i wbiłam się w jego usta. Całowaliśmy się dziko. Kamil wplótł swoją dłoń w moje włosy i zaczął je delikatnie przeczesywać. Natomiast moje palce bezradnie próbowały pozbyć się jego koszuli, ponieważ coraz mocniej drżały z podniecenia. Zaśmiał się, po czym sam szybko ją zdjął. Najpierw moje usta, a potem dłonie szybko zajęły się jego torsem.
-Ale przypakowałeś...-Wyszeptałam między naszymi pocałunkami. Nie odrywając naszych ust od siebie, złapał mnie za oba pośladki i uniósł do góry. Oplotłam go nogami w pasie. Wtedy na swoim wzgórku poczułam jego wypukłość w spodniach. Jęknęłam, po czym jedną ręką zaczęłam go masować. Chwilę później Kamil rzucił mnie na łóżko i sam położył się na mnie. Nasze ruchy były teraz już bardzo gwałtowne. Szybko pozbyliśmy się reszty ubrań.
-Pieprz mnie. Tak, jak Ty umiesz.-Wysapałam mu do ucha. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Wszedł we mnie bardzo stanowczo. Aż krzyknęłam. Chwilę później przyspieszyliśmy do maxa. Oh... uwielbiałam to. Nie umiałam być cicho, jednak jakoś mi to nie przeszkadzało. Mu też. Doskonale znaliśmy język naszych ciał. Co chwila zmienialiśmy pozycje. Co jak co, ale był najlepszy w te klocki. Po nim miałam kilku partnerów seksualnych, jednak żaden mu nie dorównywał. Byłam w siódmym niebie. Kiedy poczułam, ze dochodzę, Kamil złapał mnie za piersi i mocno ścisnął sutki. Oj, jego pamięć była niezawodna. Zaraz później przyszedł przeszywający mnie orgazm, aż opadłam na mojego kochanka. Sapaliśmy patrząc sobie prosto w oczy. Ułożyłam się obok niego cała spocona, po czym zasnęłam jak dziecko.


____________
Działo się, co??
Coś czuję, że zabijecie mnie za tę końcówkę haha

poniedziałek, 6 marca 2017

ROZDZIAŁ XIV

 Kiedy skończyliśmy, chciałam wrócić do pokoju. Maciek postanowił mnie odwieźć, jednak trener pozwolił mu dopiero za dwie godziny. W tej sytuacji natychmiast zgłosił się Kamil. Nie byłam zachwycona, jednak nie wysiedziałabym jeszcze tyle czasu. A o dojściu na piechotę moje ciało nawet nie chciało słyszeć. Jechaliśmy w milczeniu. Kilka minut później byliśmy pod internatem.
-Poczekaj...-Poprosił mnie, po czym sięgnął do tyłu.-Chciałem Ci to dzisiaj dać, ale zapomniałem wziąć z auta.
-Nie musisz mi dawać kwiatów.-Powiedziałam po pewnym czasie, na widok pięknej małej czerwonej różyczki.
-Ale chcę.-Trzymał ją dalej.
-To nie jest dobry pomysł.-Spojrzałam mu w oczy.
-Proszę...-Po chwili jednak po nią sięgnęłam starając się nie dotknąć jego ręki i automatycznie ją powąchałam.
-Dziękuję, jest śliczna. Za podwózkę też.-Już miałam wychodzić, ale coś we mnie pękło.-Wejdziesz na herbatę?
-Chętnie.-Zauważyłam, że się ucieszył. Próbował pomóc mi wejść po schodach, ale ostatecznie uniosłam się dumą i zrobiłam to własnymi siłami. I tym razem strasznie unikałam jego dotyku. Gdy weszliśmy do pokoju, kazał mi się położyć, a sam zajął się przygotowywaniem ciepłego naparu.
-Co u Ciebie słychać?-Spytałam.
-Jakoś leci. Praca, praca, praca. I góry.-Odpowiedział podając mi kubek, po czym usiadł na krześle znajdującym się między moim łóżkiem i Marty.
-Tak...-Zaśmiałam się.-Zawsze je kochałeś.
-I nic się w tej kwestii nie zmieniło.-Uśmiechnął się.-Gdy po nich chodzę, przypominają mi się zawsze nasze wycieczki.
-Oj, a trochę ich było.-Zawtórowałam mu.
-A to Giewont, Rysy, Gubałówka, Morskie Oko...-Zaczął wymieniać. Gdy usłyszałam nazwę stawu natychmiast przypomniało mi się zdjęcie znajdujące się w jego pokoju.
-Od początku byliśmy bardzo aktywną parką.-Zaśmiałam się dosyć nerwowo.
-I to pod każdym względem! Brakuje mi tego.-Na jego słowa przełknęłam jedynie ślinę.
-A...-Na chwilę urwałam, jednak byłam zbyt ciekawa.-Masz kogoś?
-Nie.-Spojrzał mi w oczy.
-A... miałeś?-Nadal mówiłam niepewnym głosem.
-Nie. Odkąd przestaliśmy ze sobą być, nikogo nie miałem. Ale w trakcie już tak.-pomyślałam, jednak ugryzłam się w język.
-Nawet na chwilę?
-Raz próbowałem z kimś się związać, ale ostatecznie się wycofałem.
-Dlaczego?-Miałam wrażenie, że jego głos brzmi wiarygodnie.
-Bo to nie było to.-Cały czas nawiązywał ze mną kontakt wzrokowy.
-A jesteś kimś zainteresowany?-Na moje pytanie spuścił głowę. Serce mi załomotało, bałam się że powie, że chce byśmy do siebie wrócili.
-Nie wiem.-Odpowiedział bardzo wolno.-A Ty? Masz kogoś? Lub miałaś?
-Ktoś tam bywał, ale ostatecznie nie mam nikogo.-Nie kłamałam, tylko nie mówiłam mu całej prawdy, bo wszystko to były znajomości na jedną noc, by się nimi zabawić.
-Czemu nie wyszło?
-Bo to nie było to.-Zaśmiałam się cytując jego własne słowa, również spuszczając głowę.
-A kimś się interesujesz?-Powtarzał moje pytania.
-Nie wiem.-Już miałam zaprzeczyć tak, jak najpierw zrobiłam to głową, jednak nie umiałam skłamać.
-Więc nam obydwojgu póki co dalej nie wyszło...-Miałam wrażenie, że chciał dodać coś jeszcze, ale się ugryzł w język. Po oczach stwierdziłam, że było to znowu coś w stylu, że żałuje tego, co zrobił. A ja się zastanawiałam, czy ta skrucha jest prawdziwa. Przynajmniej na taką wyglądała. Starał się.
-Cóż, takie życie...-Ciężko mi się z nim rozmawiało, gula w gardle coraz bardziej rosła.
-Dalej biegasz na nartach?-Spytał po pewnej chwili.
-Tak... właśnie Maciek został nominowany w liceum na mojego trenera i daje mi wycisk.-Wywróciłam oczami.
-To on Cię tak urządził?-Zaśmiał się.
-A kto inny! Myślałam, że go uduszę!-Prychnęłam.
-Chyba najbardziej dokucza Ci łydka, co? Połóż się na brzuchu.-Podszedł do mnie i usiadł na moim łóżku obok moich nóg.
-Co chcesz zrobić?
-Pomogę Ci. Tylko zdejmij spodnie, tak się nie da.
-Chyba śnisz. Już Łukasz się mną zajął.-Powiedziałam stanowczo.
-Wiem, ale widzę, że i jak leżysz to Cię boli. Zdejmuj je bez gadania. W końcu byłem skoczkiem i coś tam trochę pamiętam.
Chwilę mierzyliśmy się wzrokiem, jednak się poddałam. Wiedziałam, że dobrze wie co robi. Przerabialiśmy to nieraz. Nawet mnie nauczył jakiejś tam techniki i czasami sama mu pomagałam. Co prawda, już nie skakał, ale trenując dzieci też dostawał w kość. Tyle, że wtedy te nasze "leczenie" kończyło się często seksem, i to ostrym. Ledwo udało mi się zdjąć rurki, ale ostatecznie się położyłam na tym brzuchu. Albo mi się wydawało, albo zaświeciły mu się oczy na widok mojego tyłka. Nie da się ukryć, przez ostatni rok trochę nabrałam masy mięśniowej. Jak dobrze, że akurat dzisiaj nie założyłam stringów, tylko zwykłe figi. Nieco się krępowałam.
-Kiedyś fizjoterapeuta nauczył nas takiego masażu, gdyby w razie czego go zabrakło, a byłaby potrzeba ulżeć sobie nawzajem dosłownie na chwilę.
-Przecież pamiętam, sam mnie potem uczyłeś i Cię masowałam. A więc działaj!
-Fakt... Nieźle potem kończyliśmy.-Lekko się zaśmiał, a ja odrętwiałam na jego słowa i nic na nie nie odpowiedziałam.
Gdy dotknął mojej skóry, przeszedł mnie dreszcz. Na chwilę zadrżałam, jednak na szczęście on uznał to za ból. A to nie było to... Był bardzo delikatny, a przy tym stanowczy. Tak, jak kiedyś.
-Chyba dobrze się dogadujecie?-Nagle spytał.
-Z kim?-Zaskoczył mnie.
-Z Maćkiem.
-Ah... No tak. Wręcz, że musimy. Nie dość, że mnie trenuje, to teraz jeszcze razem pracujemy!
-Myślisz, że... że coś z Was będzie?-Był niepewny.
-Dlaczego o to pytasz?
-Z czystej ciekawości.
-Tego nie wiem.-Odpowiedziałam po pewnym czasie.
-A... chciałabyś?-Przez chwilę sama się zaczęłam zastanawiać.
-Nie wiem... Może... To świetny facet.-Uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Zgodzę się.-Miałam wrażenie, że moja odpowiedź go nie usatysfakcjonowała.-Przepraszam, ale muszę...
W tej chwili jego ręce znalazły się na moim pośladku. W końcu, to też mięsień. Dobrze, że nie widział mojej miny. Mocno zacisnęłam powieki. Jego dotyk działał na mnie bardzo dziwnie. Czy... czy mi się przypadkiem nie zrobiło nieco mokro? Jezu, jak dobrze, że miałam czarną bieliznę... Zaraz potem zajął się drugą nogą. Nie da się ukryć, jego metody były kojące. Chwilę później rozdzwonił się jego telefon. Usłyszałam w nim głos zdenerwowanego Horngachera, który wzywał go z powrotem do COSu.
-Muszę uciekać, mają tam z czymś problem.-Oznajmił, gdy skończył.
-Dziękuję, pomogło!-Powiedziałam ubierając spodnie.
-Polecam się nie przyszłość.-Uśmiechnął się do mnie.-To ja dziękuję.
-Za co?-Zdziwiłam się.
-Za to zaproszenie. Było bardzo miło.
-Nie ma za co.-Patrzyłam na niego. Po chwili pomachał mi i wyszedł z pokoju.
Przez dłuższy czas leżałam odrętwiała. Co się ze mną od niedawna działo? Życie uczuciowe jest okropne. Ostatnio zauważyłam, że chyba po mału zaczyna mi zależeć na Maćku. Miał być kolejną zabawką, jednak przekształcał się teraz w coś ważniejszego. Ale ciągle zasłaniał się posadą nauczycielską. No i jest jeszcze Kamil. Nie da się ukryć, że znowu nie jest mi obojętny. A co, jeżeli uczucie do niego wróci? Bałam się tego. Już raz mi zadał cios poniżej pasa, jednak jak to mówią? Serce nie sługa. Może naprawdę się zmienił? Eh... dlaczego życie uwielbia tak wszystko komplikować... Mógłby tak być jeden, wszystko byłoby takie proste... Czułam duże zmęczenie. Pomimo, że to dzień, z tymi myślami zasnęłam jak dziecko.

Następne dni były już lepsze. Moje okropne zakwasy coraz bardziej odchodziły, więc mogłam się poruszać dużo swobodniej. Wystarczająco, by pojechać z Kacprem po szukanie jakiś nowinek w sprzęcie. Do rozpoczęcia Pucharu Świata zostały raptem 3 tygodnie, jednak to był wystarczający czas, aby wprowadzić jak najwięcej innowacji. W ciągu jednego dnia objechaliśmy trzy firmy w Austrii i w Niemczech. Sami się do nas zgłosili, jednak woleliśmy osobiście sprawdzić jakość ich produktów. Miałam wrażenie, że trener był bardzo zadowolony z naszej współpracy. Oby to tylko się przełożyło na dobrą zimę! Bałam się, że przez jakiś mój nawet minimalny błąd chłopacy będą mieli zepsuty sezon. Co prawda, widziałam jak skaczą na treningach, ale w dzisiejszych czasach skoki to nie tylko bardzo dobre przygotowanie fizyczne i mentalne. Razem z Kacprem proponowaliśmy, by nieco ponaciągać przepisy FISu. To się dało łatwo obejść, już wcześniej stosowali to Norwegowie, Niemcy, Austriacy i Słoweńcy. I znając życie, teraz nie będzie inaczej. Jednak Horngacher nie zgadzał się na taką opcję, tak samo jak Kamil Stoch. Reszta chłopaków, z Maćkiem i Piotrkiem na czele była skłonna ugięcia paru zasad. Ale jeżeli chcieli być w kadrze, musieli się słuchać trenera. Zaraz po powrocie zarządził nieco nietypowy trening jak dla skoczków narciarskich. A mianowicie... jazda na nartach. A akurat w Zakopanem od paru dni panowała bajeczna zima. Była obawa o kontuzję, jednak ułożył im tak plan, że nie powinni znaleźć się w jakiś niebezpiecznych sytuacjach. O dziwo, miała w nim wziąć też udział kadra B. Nie mogłam nie skorzystać z okazji, by i sama pośmigać na sprzęcie najwyższej klasy. Zjawiliśmy się wszyscy na polanie za Zakopanem. Jechaliśmy prawie jak  na normalne zawody, w kilku busach. Już od rana Kacper i Kamil mieli masę roboty, aby przygotować narty. Wypożyczyliśmy je od COSu, w końcu się mocno różniły od tych skokowych. Zabrałam się razem z zawodnikami kadry A. Na miejscu spotkaliśmy kadrę B.
-Ania???-Usłyszałam zaraz po wyjściu z busa.
-Krzysiu!!!-Ucieszyłam się na widok Bieguna.
-Co Ty tutaj robisz?-Spytał zaskoczony, kiedy wleciałam w jego ramiona.
-Asystentka trenera Horngachera się melduje!
-Ty żartujesz!-Zawołał Kłusek.
-Bartuś!-Przywitałam się i z nim.
-Kamil nam nic nie wspominał!-Usłyszałam Krzyśka Miętusa.
-A ja tam o wszystkim wiedziałem!-Wyszczerzył zęby jego młodszy brat. No tak, on i Skrobot byli przyjaciółmi.
-A Ty Grzesiu nie zakończyłeś kariery?-Spytałam przytulając dawnego ziomka.
-Tak, ale miałbym ominąć takie coś? W życiu!
-To Wy się znacie?-Usłyszałam głos Stocha. Więc o niczym nie wiedzieli.
-To byłoby dziwne, jakbyśmy się nie znali!-Zawołał Titus. Na szczęście nikt nie zdążył się "dopytać" o co chodziło, ponieważ trener zarządził trening. A nasza czwórka mogła się jedynie przyglądać, albo zająć sobą. Natychmiast pobiegłam do busa i sięgnęłam po kask, gogle, narty, rękawice, buty i kijki. Za moim przykładem poszła reszta, więc Kacper, Kamil i Grzesiek.
-Ścigamy się?-Zapytałam z entuzjazmem.
-Jak za starych czasów!-Zawołał Miętus.
-Zobaczymy, czy dalej jesteś taka szybka!-Zawtórował Kacper.
-Jestem jeszcze szybsza!-Wyszczerzyłam zęby.
-Założymy się?-Wtrącił się Kamil wyciągając w moim kierunku rękę.
-O co?-Aż zatarłam ręce.
-Jeżeli wygrasz, to przez miesiąc każdy z nas będzie Ci usługiwał jak tylko będziesz chciała, i kiedy będziesz chciała.-Zaproponował mój niedoszły szwagier.
-A jak przegram?
-To Ty będziesz usługiwać nam!
-Zgoda!-Uśmiechnęłam się, po czym uścisnęłam w rękawicy dłoń Kamila, a jego brat przeciął zakład.
Wszyscy ustawiliśmy się w jednym rządku. Kto najszybciej dobiegnie do górki i z powrotem, wygrywał. Tyle, że ich było trzech, a ja jedna! Jednak lubiłam chociażby minimalne wyzwania. Od samego początku włożyłam w to całą swoją siłę. To byli silni faceci, jednak moją przewagą było to, że biegi trenowałam od lat. Oni na nartach skokowych bardzo rzadko mogli to robić. Najpierw nasz bieg był wyrównany, jednak po chwili Kamil zaczął nas lekko wyprzedzać. Ooo nie. Nie zamierzam im usługiwać! Poczułam jeszcze jakieś rezerwy, więc jak najszybciej przyspieszyłam i po kilku sekundach byłam przed nim. Natychmiast zawróciłam przy górce, po czym powiększyłam nad nimi swoją przewagę. Już byli bez szans na wyprzedzenie mnie.
-Aaaa! Mówiłam, że jestem szybsza!-Krzyczałam dysząc.
-Cholera, jak Ty to zrobiłaś?-Nie dowierzał Kacper.
-Lata ćwiczeń!-Triumfowałam.-Dobra bierzcie ode mnie ten sprzęt i go spakujcie!
-Dlaczego my?-Spytał Grzesiek.
-A kto przed chwilą przegrał zakład, że będzie na moje usługi przez miesiąc?
-My.-Powiedział smutno Kamil i zabrał ode mnie wyposażenie. Wszyscy zawodnicy widzieli nasze zmagania i zaczęli wręcz linczować chłopaków, że przegrali z kobietą i to w sporcie. Sami tego chcieli! Ich trening nie trwał jakoś długo, po pewnym czasie skierowaliśmy się do COSu. Na miejscu, trener podziękował wszystkim, po czym przekazał plan na najbliższe dni i zmył się.
-To co, panowie? Może jakaś gierka, przy wódeczce, hehe?-Zaśmiał się Pieter.-Aaah, i panie!-Popatrzył na mnie.
-A czy Wy, jako sportowcy, nie powinniście pić ciutkę mniej?-Spytałam.
-To jakieś bzdury! Na zawodach tak, ale teraz?-Odpowiedział Żyła, na co uniosłam brwi. Chyba wszyscy przystanęli na jego propozycję, więc nie mogłam być inna. Zabrałam się razem z Maćkiem. Po drodze chwalił mnie za moją dzisiejszą jazdę. Podobno aż przerwał swój trening, by móc zobaczyć mnie w akcji. Aż się zawstydziłam. Chwilę później byliśmy pod mieszkaniem braci Skrobot. Tak, zaoferowali dla całej paczki swoje lokum. Po drodze wstąpiliśmy po alkohol, zapojkę i jakąś zagryzkę. Wchodząc na ich kwaterę znowu dziwnie się poczułam. Jednocześnie zachowywałam się w nim najbardziej swobodnie ze wszystkich obecnych, nie licząc domowników. Okazało się, że Pieter przywiózł ze sobą jakąś grę. Trzeba było wyciągnąć karteczkę, przeczytać na głos, a jeżeli pasowała do kogoś te osoby piły. Kiedy o tym usłyszałam, nie wierzyłam własnym uszom.
-Piotrek, to zalatuje gimbazą na wiele kilometrów.-Spojrzałam na niego jak na głupka.-Nie lepiej już jakiegoś pokerka, czy coś?
-Nie.-Zaśmiał się.
-Wiesz, Ania... czasami zamieniamy się po prostu w małych chłopców.-Wyszczerzył zęby Maciek.
-Chyba raczej nigdy nie dorośliście!-Skrzyżowałam ręce na piersiach.
-Dobra, nie gadaj tyle. Jesteś tutaj jedyną kobitką, więc jesteś przegłosowana!-Dodał Żyła, na co mogłam jedynie wywrócić oczami. Usiedliśmy wszyscy na podłodze wokół stolika, na którym były rozmieszane karty. Koło mnie usadowił się Kot i Bartek. Panowie postanowili pić po pół kieliszka, aby szybko nie odpaść. Jak to powiedział Pieter, jestem tutaj jedyną kobitką... więc kazali mi zaczynać. Uważałam to wszystko za idiotyzm, jednak nie zostało mi nic innego, jak wyciągnąć pierwszą karteczkę.
-Piją wszyscy, którzy swój pierwszy raz mieli poniżej 16 roku życia.... A więc to taka "gra"?-Uniosłam brwi.
-Taka troszkę o zaniżonym poziomie!-Zaśmiał się Pieter.-No, więc kto ma pić, ten pije.
Skoro tak, sięgnęłam po kieliszek i wypiłam połowę. Nastała jakaś dziwna cisza. Okazało się, że tylko ja sięgnęłam po trunek.
-Co?-Spytałam poirytowana, podczas gdy spora część osób się na mnie gapiła z niedowierzaniem. Ale nie wszyscy.
-Ile Ty młoda jak tak miałaś lat?-Spytał Janek.
-Piętnaście.-Odpowiedziałam bez namysłu.
-Ładnie, ładnie szalałaś już.
-A Ty co, prawiczek?-Powiedziałam z ukąsem.
-Nie nie. Idziemy dalej!
Po mojej prawej stronie siedział Maciek, więc teraz on losował.
-Piją wszyscy, co mieli więcej, niż dwóch partnerów w łóżku!-Oznajmił. Wtedy sporo z nas sięgnęło po alkohol. Chyba wszyscy, poza Stochem i Dawidem.
-Ma 18 lat i już więcej niż dwóch?-Zaśmiał się Piotrek. Oj, coś czułam, że będę dzisiaj na świeczniku.
-Lepiej pilnuj swoich skarbów, a nie moich!
-Ty, młoda! Pewnie jak tak nie pamiętasz nawet imienia tego pierwszego!-Znowu się wtrącił Janek.
-Pamiętam.-Uniosłam brew.
-Tak? A jakie?
-Kamil.-Odpowiedziałam. Nie odwracając głowy, mimowolnie kątem oka zerknęłam na swojego byłego. Miałam wrażenie, że zrobił to samo.
-Bardzo dobre imię!-Zawołał Stoch.-Mogę teraz ja?
Jak można się domyśleć, następne kartki były coraz gorsze. Nawet padło "piją zdradzeni"... Oczywiście aż tak mnie nie pogięło, by znowu znaleźć się na ostrzu. Maciek też nie wypił. Nie było się czym chwalić.

Kilka dni później nadrabiałam swoje zaległości szkolne. Musiałam na drugi dzień zaliczyć sprawdzian z matmy i historii. Nie było łatwo, jednak obiecałam, że praca nie wpłynie na moją edukację. Zresztą, Maniek już mnie nieraz przepytywał i pilnował, abym się uczyła. Siedziałam tak nad książkami, kiedy zauważyłam, że dzwoni trener.
-Halo?-Odebrałam.
-Ania, jest sprawa. Za dwa dni musisz wyjechać. Sprawa pilna.
-Coś się stało?-Zaniepokoiłam się.
-Jutro o 15 przyjdź do COSu, a się wszystkiego dowiesz, ok?


_____________________________________

Hej :)
Ale ten rozdział mi się ciężko pisałooo.... Nie wiem czemu. Jednak mam nadzieję, że jakoś jest w miarę sklejony. Akcja nieco przystopowała, jednak obiecuję, że w następnym rozdziale zacznie się dziać xd Jak myślicie, co to za wyjazd?? I co uważacie o rozterkach Ani?

PS.
Podoba Wam się nowy wygląd bloga?? Czy może stary był lepszy??

czwartek, 2 marca 2017

ROZDZIAŁ XIII

Dzisiaj był dla nas bardzo ważny dzień. Dzień pierwszej rozprawy przeciwko Alanowi. Marta nie chciała iść do sądu, jednak udało się nam ją do tego namówić. Ubrałam się cała na czarno. Czarne rurki, czarna marynarka, czarna koszula, czarne szpilki. Siostra założyła podobny zestaw. Wszystko miało się rozpocząć o godzinie 9 rano, jednak my byłyśmy na miejscu już o 8. Chwilę po nas przyjechali nasi rodzice, wraz z adwokatem. Na świadka miałam zostać powołana ja, Kaśka, lekarz, który badał młodą w szpitalu i kilku nauczycieli, w tym Maciek. On był tutaj kluczowy, w końcu widział mnie i Martę zaraz po gwałcie, pomógł nam. Udało się również dotrzeć do dwóch byłych dziewczyn Alana. Reszta dołączyła wkrótce. Myślałyśmy też, by poprosić o zeznania Daniela i Dawida, jednak oni zbyt mocno kumplowali się z winowajcą, nie było więc pewne co powiedzą. Na widok Kota w garniturze delikatnie się uśmiechnęłam, chociaż to nie było łatwe przez te nerwy.
-Wow, jaki elegancik.-Podeszłam do niego i automatycznie poprawiłam lekko krawat.
-Ty też niczego sobie!-Wyprostował się.
-Tylko niczego sobie?-Uniosłam brew.
-No, bardzo ładnie!-Wywrócił oczami.
-Tak już lepiej!-Poklepałam go po klatce.
-Jak się czujesz?
-Ciężko... denerwuję się tą rozprawą.
-Poradzimy sobie. Wygramy.-Przytulił mnie.
-Dzień dobry, Maria i Grzegorz Molęda. To Pan pomógł naszym córkom tego dnia?-W tej chwili podeszła do nas moja mama i skierowała rękę w jego kierunku.
-Maciej Kot. Po prostu byłem we właściwym miejscu o właściwej porze.-Uścisnął dłonie moich rodziców.
-Bardzo Panu dziękujemy. Przepraszam, Pan jest skoczkiem narciarskim?
-Tak, jestem. I nie żaden pan, a po prostu Maciek.
-Ta nasza córcia lubi chyba Wasze środowisko.-Na jej słowa wywróciłam oczami.
-Mogę się tylko cieszyć!-Odpowiedział spoglądając lekko na mnie.
-Jesteście parą?
-Tato!!!-Skarciłam go.-Nie!!
-Pracujemy razem.-Byłam pod wrażeniem spokoju Maćka.
-Przepraszam, to z czystej ciekawości. Wyglądasz po prostu, jakbyś był w wieku byłego chłopaka naszej Ani, Kamila. Też kiedyś skakał, może się znacie?
-Proszę Was...-Zaczęłam błagalnym tonem. Zaraz wszystko wyjmą na zewnątrz.
-Tak, wiem. Jest serwismenem w kadrze B.
-Naprawdę? Pracujecie razem? Aniu, nic nie mówiłaś, że masz z nim znowu do czynienia!-Skarciła mnie rodzicielka.
-Bo nie było o czym!
-Sprawa z powództwa Marii i Grzegorza Molęda przeciwko Alanowi Jantarskiemu!-W tej chwili z sali rozpraw wyszła jakaś kobieta, która nas wywołała. I dzięki Bogu! Taki paradoks. Jak cały czas denerwowałam się rozprawą, tak teraz byłam wdzięczna, że się już zaczyna. Moi rodzice wraz z siostrą i adwokatem usiedli na miejscu dla pokrzywdzonego, a zaraz do sali policja wprowadziła Alana, który usiadł w ławie oskarżonego. Zajęłam miejsce między Maćkiem i Kaśką, a sędzina rozpoczęła rozprawę. Przesłuchała każdego z nas, nawet oskarżonego i Martę. Wszystko ciągnęło się niemiłosiernie długo. Czułam jakby i z 10 godzin, chociaż trwało "tylko" dwie. Jednak dzisiaj nie został orzeczony wyrok. A sprawa została przełożona na grudzień. Eh, te polskie sądownictwo. Jedyny plus był taki, że sędzina wystąpiła z wnioskiem o przedłużenie aresztu tego debila. Gdy wyszliśmy Marta się rozpłakała. To było dla niej bardzo trudne. Cały czas chodziła do psychologa, a tu musiała wrócić do tych traumatycznych wydarzeń. Oznajmiła, że chciałaby pojechać na parę dni do domu. Rodzice nie protestowali.
-Przepraszam Cię za nich przed rozprawą.-Powiedziałam Maćkowi już na holu.
-Daj spokój, rodzice już tak mają.
-Pewnie zaraz by wyciągnęli wszystko!
-Nie powiem, chętnie bym posłuchał.-Wyszczerzył zęby, na co zjechałam go wzrokiem.-Pamiętasz, jak prosiłaś mnie o trening?
-Co wymyśliłeś?-Uśmiechnęłam się.
-Zobaczysz. Ale ubierz się wygodnie, mocne buty to podstawa. Najlepiej na grubej podeszwie.
-Mam się bać?
-Masz. Jest 11.15. O 13 widzimy się pod COSem. Ale nie spodziewaj się taryfy ulgowej!

Ewidentnie poczułam przerażenie. Czy on był aż tak nieprzewidywalny? Poszłam do samochodu rodziców i pojechaliśmy pod internat. Jeszcze mnie namawiali, bym jechała z nimi. Cóż, nie mogłam! Marta szybko się spakowała i już jej nie było. A ja tymczasem zaczęłam przeglądać szafę. Coś wygodnego... hm planował jakiś maraton, czy jak? Udało mi się odkopać jakieś termiczne leginsy i koszulkę. Do tego bluza, sportowa kurtka i buty do biegania. Włosy związałam. Jeszcze zdąrzyłam pójść na stołówkę na jakiś obiad. Punkt 13 stawiłam się pod budynkiem Centralnego Ośrodka Sportowego. Maciek był jakieś 5minut po mnie.
-Ładnie, dobrze wywiązałaś się ze swojego zadania!
-Powiesz mi wreszcie, co dzisiaj robimy?
-Będziemy chodzić po górach! Idziemy na Giewont!
-Oo super!-Podeksytowałam się.-Uwielbiam to!
-Nie ekscytuj się tak.-Uśmiechnął się jakoś złowieszczo.
-Co może być złego w chodzeniu po górach? To takie piękne!
-Tak...-Powiedział tajemniczo.-Zawsze tak lubiłaś się po nich szlajać?
-Nie, zostałam tą miłością zarażona.
-Rodzice?-Dopytywał.
-Nie...-Na chwile urwałam i spuściłam głowę.-Kamil... bardzo często to robiliśmy.
-Ahh...-Odparł i skończył ten temat.-Dobra, chodźmy.
Kiedy byliśmy pod wejściem na szlak, zaparło mi dech w piersiach. Widok był cudowny! Tęskniłam za tym, tak dawno tu nie byłam. Zaczęło się niewinnie. Szłam bardzo energicznie i chętnie. O dziwo, zbyt dużo ludzi się tutaj teraz nie kręciło. I dobrze, więcej miejsca dla nas.
-Ah, Maciek Maciek. A miała być taka katorga!-Niemalże wypowiedziałam te słowa śpiewająco.
-Hahaha dobrze, dobrze.-Zaśmiał się tajemniczo.
Cały czas podziwiałam te skały. Specjalnie wzięłam telefon i co chwila przystawałam porobić jakieś zdjęcia. Niby miałam ich mnóstwo, ale nowe to zawsze nowe. W pewnym momencie mój trener kazał mi się zatrzymać. Następnie miałam jedną nogę postawić na wyższej skale i regularnie wchodzić na nią i się spuszczać na tej samej kończynie. Gdy już ledwo dawałam radę, szła druga noga.
-Musisz mieć solidnie mięśnie pośladków, ud, łydki.-Tłumaczył.
A ja coraz bardziej rozumiałam, dlaczego kazał mi ostudzić emocje... co chwila przystawaliśmy, a Maciek dawał mi coraz to nowsze i trudniejsze ćwiczenia z wykorzystaniem skałek. Moje siły po mału słabły, ale mu to nie przeszkadzało. Na samym szczycie byłam kompletnie wyczerpana. Ledwo dałam radę położyć się pod krzyżem. Ale i tak nie obyło się bez wspólnej fotki 😃.
-Jesteś potworem!!!-Wysapałam.
-Przecież tak się cieszyłaś, chodzenie po górach jest takie cudowne!-Zaczął mnie przedrzeźniać.
-Gdybym miała choć trochę siły, to bym Ci właśnie dała!-Zagroziłam palcem.
-A co byś mi dała?-Dalej się śmiał.
-Oh, nie pogarszaj swojej sytuacji, Kocurze!
-To się nazywa wyrównanie rachunków!
-Jakich rachunków?-Zaskoczył mnie.
-A kto mnie ostatnio ukuł? Kilka dni nie mogłem robić siusiu!-Zrobił minę zbitego szczeniaczka.
-Nie płacz, zaraz normalnie chodziłeś!
-Nie zdajesz sobie sprawy, jak musiałem udawać!-Myślałam, że mi się tutaj naprawdę zaraz rozpłacze.
-W drugą stronę niesiesz mnie na plecach!
-W życiu, takie chucherko jak ja nie udźwignie takiego spaślaka!-Na dosłownie sekundę wróciła mi siła, aż walnęłam go z całym impetem.-Au! A podobno padasz!
-A Ty podobno jesteś facetem!-Wyszczerzyłam zęby.
-Anno, bo Cię tu zostawię!
-Nie zostawisz.
-Tak? A skąd ta pewność?
-Bo jestem mądra!-Na te słowa Maciek zaczął wywracać się ze śmiechu.
-Ale jesteś dowcipna! Dobra, spinaj tyłek i idziemy!
Wstał, po czym podał mi rękę w celu pomocy. Tam, gdzie było bardzo stromo, zeszłam o własnych siłach. Starałam się iść większość sama, jednak po pewnym czasie nie dałam rady. Nie czekając ani chwili, wskoczyłam Maćkowi na plecy.
-Boże! Chcesz bym zszedł na zawał?!-Podskoczył.
-Teraz mnie niesiesz!
-A jak nie, to co? Rozkazów nie słucham!
-Jestem asystentką trenera, potraktuj to jako Twój trening!-Wyszczerzyłam do niego zęby.-Bo jak nie, to mu powiem, że nie wykonujesz poleceń służbowych! I będzie kara!
-Bolesna?
-Oj, bardzo bolesna! Już ja się o to postaram!-Wyszeptałam mu do ucha.
-To chyba nie mogę się doczekać...-Aż odwrócił w moją stronę głowę na tyle, ile się dało. Mierzyliśmy się chwilę wzrokiem. Przeszło mi przez głowę, by go pocałować. Pomału zbliżałam swoją twarz do jego, a to nie było łatwe, bo siedziałam mu na plecach. Jednak w ostatniej chwili Maciek odwrócił się do przodu i ruszył z miejsca. Poczułam lekkie zawiedzenie, ale nic nie powiedziałam. Przez jakiś czas szliśmy tak w milczeniu. Tzn. Maciek szedł, a ja sobie oglądałam widoczki. W pewnej chwili Kot chyba źle przystanął i... runęliśmy z impetem na ziemię. Na skały. Wylądowałam tuż obok niego. Wtedy zaczęłam się głośno śmiać, a on mi zawtórował. Trwaliśmy tak przez ładnych parę minut. Aż się na nim położyłam.
-Nie za wygodnie?-Wyszczerzył do mnie zęby.
-Tak idealnie!-Niespodziewanie zaczął mnie łaskotać.
-Czy Ty nie możesz mi dzisiaj odpuścić? I tak już mnie wszystko boli!-Nie wyrabiałam ze śmiechu.
-Oj nie, nie. Jak szaleć, to na maksa!
-Jesteś nieznośny!-Przytuliłam się do niego.
-Hm... I kto to mówi?
-Ja!-Zaśmiałam się.-Dobrze mi tutaj.
-Możemy tak jeszcze poleżeć...-Zaproponował niepewnie.
-A chętnie.-Uśmiechnęłam się do siebie. Trwaliśmy tak przez dłuższą chwilę milcząc. To było bardzo przyjemne. Nie zawsze dobrze jest wiecznie gadać. Jak to brzmi? Mówienie jest srebrem, milczenie złotem. Kiedy zrobiło się nieco chłodniej postanowiliśmy kontynuować powrót. Już nie byłam taka okropna i schodziłam sama, noo z drobną pomocą Maćka.
-Dziękuję Ci.-Powiedziałam, gdy już byliśmy pod internatem.-To był wspaniały dzień.
-Już nie chcesz mnie zabić?-Zaśmiał się.
-Jeszcze trochę chcę.-Lekko się przybliżyłam.
-Ania, rozmawialiśmy o tym...
-Przecież nic nie robię!-Zaśmiałam się nieco nerwowo. Ah ten Maciek. A już myślałam, że nieco zmiękł. Więc musiałam dalej prowadzić swój plan, oparty na przyjaźni. Damy radę. Dałam mu buziaka w policzek na pożegnanie i poszłam na górę. Oj było ciężko wejść po tych wszystkich schodach. Byłam wyczerpana, padłam dosłownie zaraz po położeniu się na łóżku.

Na drugi dzień obudziłam się już cała obolała. Ledwo usiadłam. O Matko, jeszcze nigdy nie byłam aż w takim stanie. I pomyśleć, że musiałam zaraz iść do pracy. Myślałam, że umrę.... Cudem dostałam się do łazienki i ogarnęłam. Zadzwoniłam do Stefana, że się chwilkę spóźnię. Gdy wchodziłam do sali w COSie, wszyscy się na mnie patrzyli. Zauważyłam, że jest też sztab szkoleniowy kadry B. Kamil od razu rzucił mi się w oczy. Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem.
-Wszystko  porządku?-Powiedział Kacper, gdy aż do mnie podbiegł.
-Tak... ale ktoś sobie wymyślił, że jako trening zabierze mnie na Giewont...
-Ooo, pamiętam jak nam się fajnie chodziło..-Wtrącił mój były nie spuszając ze mnie oczu.
-Ale nie tak, że co chwila było zatrzymanie się i ćwiczenia! A przecież szlak W JEDNĄ STRONĘ ma ok. 7 km!!-Specjalnie mówiłam bardzo głośno.
-Tylko mi nie wskocz znowu na plecy!-Zaśmiał się Maciek, gdy do mnie podszedł.
-Chyba o tym marzysz!
-To się nazywa wyrównanie rachunków, tak jak Ci mówiłem!
-Byliście razem?-Znowu dodał młodszy serwismen.
-Tak.-Odrzekłam szybko i zwróciłam się znowu do Kota.-Pamiętaj! Zemszczę się!
-Ania, chyba w tym stanie ciężko będzie Ci pracować.-Odrzekł Stefan.
-Nie będzie łatwo, ale jakoś sobie poradzę.-Uśmiechnęłam się.
-Chodź...-Usłyszałam za sobą fizjoterapeutę.-Spróbujemy coś z tym zrobić.
Udałam się z nim do sali obok. Zastosował mi metodę FDM rozluźniania mięśni. Bolało cholernie, a gdy wstałam było jeszcze gorzej. Jednak miało być lepiej na drugi dzień. Trener się nade mną ulitował i kazał jedynie wszystko zapisywać itd. Siedziałam razem z serwismenami i radziliśmy co trzeba poprawić. Znowu zaczęłam czuć się przy nim niezręcznie, jednak to była moja praca i musiałam wyłączyć wszelkie emocje.

_____________
Dzięki Piotrkowi Żyle wstawiam już dzisiaj ;)
Jakie macie wrażenia po indywidualnych konkursach na MŚ? Bo ja bardzo mieszane... niby mamy medal, drużynowo pięknie... ale mimo wszystko jakoś się nie umiem cieszyć.
I mam nadzieję, że rozdział się podoba ;))

poniedziałek, 27 lutego 2017

ROZDZIAŁ XII

Postanowiłam nie czekać ani chwili dłużej, i już na drugi dzień porozmawiać z dyrektorem i wychowawczynią w sprawie połączenia mojej nauki i pracy dla PZNu. Wczoraj, jeszcze przed naszym wypadem do kina, Maciek mi obiecał, że w razie problemów porozmawia z nimi na ten temat. Zrobiłam to w czasie długiej przerwy między zajęciami. Obydwoje nie byli zachwyceni tym faktem. Oczywiście, poleciał argument zwany "maturą", ale obiecałam, że sobie poradzę. Byleby tylko powiedzieli innym nauczycielom, aby przymykali oko na moje nieobecności. A gdy tylko będę w kraju, natychmiast postaram się nadrabiać zaległości. Czułam, że muszę to wykorzystać i powołałam się tutaj na Kota. Od razu się wyprostowali na miejscu, skoro podałam im żywy przykład, że komuś z tego liceum się to udało, chociaż miał jeszcze dodatkowo masę treningów. Przekazałam im, że młody skoczek obiecał mnie pilnować pod tym względem. Sam dzisiaj nie mógł tego powiedzieć, bo miał wolne.
-I jak?-Kasia czekała na mnie cały czas pod pokojem nauczycielskim.
-Zgodzili się!!-Zapiszczałam rzucając się jej w ramiona.
-To super, gratulacje! Pani asystent!
-Spokojnie, spokojnie. Dzisiaj jeszcze tylko Anna. Od jutra pani asystent!-Zaśmiałam się,
-Dobrze, "dzisiaj jeszcze tylko Anno". Maciek się odzywał?-Spytała, gdy ruszyłyśmy w stronę klasy.
-Właśnie nie... Próbowałam się wczoraj z nim kilka razy skontaktować, dzisiaj rano ze dwa... ale niestety, nie odbiera.-Wzruszyłam ramionami.-Ale długo ukrywać się nie będzie, od jutra przecież mam z nim pracować.
-Pokazał, że nie jesteś mu obojętna.
-Oj daj spokój. Po prostu zachował się przyzwoicie. Zresztą, Kacper też tam był i o mało co, a nie zrobiłby tego samego. Zadzwoniłam dzisiaj do niego i podziękowałam za wszystko.
-Jesteś pewna, że mu nie zależy?
-Wiesz co... myślę, że mu na jakiś tam sposób się podobam. Ale to tyle. Jak na razie. Póki co, mimo wszystko, trzyma mnie pod tymi względami na dystans. Drażni go ta posada nauczyciela... I w sumie, poza zajęciami, na których skupia się w 100%, rzadko mamy ostatnio jakiekolwiek okazje sam na sam. A już jak są, to mam wrażenie, że jest aż za bardzo opanowany i stanowczy.
-Ale to nie oznacza, że nie mógł się zakochać!-Zawołała radośnie.
-Nie wydaję mi się. Przynajmniej na tę chwilę. Wiesz, sama się nie zakochałam, to pewnie bym zauważyła, że coś już większego jest na rzeczy z jego strony... Poza tym, nie minęło tak dużo czasu od rozstania z byłą. A widziałam, że mu na niej zależało.
-Różnie bywa, lecz pewnie masz rację... Ej, EJ! Chwila! Nie pamiętasz, ,,faceci to stworzenia bez uczuć, jedynie lubią się nimi bawić!"-Zaczęła przedrzeźniać moje własne słowa, wypowiedziane rok temu.
-Oj tam, czepiasz się!-Szturchnęłam ją w ramię.
-Ale on Ci się chyba lekko podoba, co?-Uśmiechnęła się.
-Jest przystojny, miły, dowcipny... ale to tyle.
-Hahhaha nadal nienawidzimy facetów?
-Dokładnie tak! Plan jak na razie działa!-Zasalutowałam.
-Jesteś pewna, że to dobry pomyśl? Chcesz się nim zabawić?-Przez jej słowa na chwilę się zawiesiłam.
-Póki co bez zmian.-Odpowiedziałam stanowczym głosem.-Ale opowiadaj, jak z tym kolesiem...

Kaśka tak mówiła, ponieważ sama zaczęła się od niedawna z kimś spotykać. Czułam, że może jeszcze nie mocno, ale małymi kroczkami zaczyna jej na nim zależeć. Paradoks, że to miała być jej też kolejna zabawka, ale zaczynało wychodzić nieco inaczej,
Po powrocie ze szkoły zaczęłam się bardzo stresować tym, co mnie czeka na drugi dzień. Pewnie trener wyjaśni mi na miejscu, co mam dokładnie robić, ale i tak wolałabym być jakoś przygotowana. W głowie wyobrażałam sobie, że po prostu będę im organizowała hotele, samoloty, treningi. To już było bardzo odpowiedzialne zadanie. Natychmiast włączyłam komputer i zaczęłam szukać informacji na temat lotów do poszczególnych krajów, baz noclegowych, czy ośrodków sportowych i skoczni. Było to z jednej strony bez sensu, skoro nie jestem pewna, jakie powierzą mi zadania, jednak chociaż taka minimalna wiedza mnie uspokajała. Na jakieś 5 minut. Jeszcze nigdy się tak nie denerwowałam. Prawie pół nocy nie mogłam usnąć, z rana ratowałam się solidnym prysznicem i czarną kawą. Aby nie było widać zmęczenia, zakryłam je mocnym makijażem. Ledwo co, przełknęłam jakikolwiek kęs kanapki zrobionej przez Martę. Młoda ulitowała się nade mną, widząc w jakim jestem stanie, i podawała mi wszystko dosłownie na tacy. Punkt godzina 9 rano zjawiłam się w budynku COSu. Już pamiętałam drogę do sal, które zazwyczaj zajmują skoczkowie. Nie inaczej było i tym razem. Nawet niemal od razu usłyszałam ich hałas. Byli wszyscy z kadry A. Przywitałam się z każdym i zmierzyłam wzrokiem Maćka. On zrobił dokładnie to samo, po czym się do mnie lekko uśmiechnął. Zanim zdążyłam dojść i do niego, zgarnął mnie trener. Zaprowadził mnie do małego pomieszczenia tuż obok, gdzie znajdował się prezes Tajner. Chcieli już dzisiaj podpisać ze mną umowę. Nie była ona na próbę, a po prostu na czas określony. Miała trwać wstępnie tyle, ile kontrakt szkoleniowca. W końcu, może i PZN dawał nam etaty, ale to Stefan wybierał sobie ludzi do współpracy. Okazało się, że dobrze się spodziewałam swojej roli na tym stanowisku. Ponad to, mam pomagać we wszelkiego rodzaju poprawkach na miejscu, jeżeli zajdzie potrzeba ich naniesienia, czuwać nad jakością sprzętu, szukać coraz to nowsze nowinki, i tego typu rzeczy. Zestresowałam się niemiłosiernie, to brzmiało cholernie odpowiedzialnie. Zwłaszcza, że już dzisiaj miałam mieć skok nie na taką płytką wodę. Przyszyły już pierwsze kombinezony, które były zamawiane u nowej firmy i potrzeba było nad nimi lekko popracować. Firma dostawała ogólne wymiary skoczków, jednak wiadomo, że to nie jest to samo, co przymiarki na ludzkim ciele. Przeczytałam starannie umowę, po czym ją podpisałam. Oficjalnie miałam stanowisko w Polskim Związku Narciarskim! I to nie z byle jaką pensją. Kiedy powiedziałam rodzicom, co postanowiłam, od razu powiedzieli, że od tej chwili mam się sama utrzymywać. W sumie, ucieszyłam się z tego powodu. To oznaczało pewną dojrzałość. A nie da się ukryć, że na pewno jeszcze też i sporo zaoszczędzę. Nie mogę tylko popaść w zakupoholizm, który mnie ogarnie na 100% po pierwszej wypłacie. Na salę wróciliśmy już z podpisanymi papierami, które trzymałam w ręku.
-Aniu, weź się od razu do pracy. Specjalnie dzisiaj na nasz trening przyszedł nasz serwismen, który pokrótce wprowadzi Cię mniej więcej w nową rolę. A ponad to, tak często przebywamy we własnym gronie, że jesteśmy jak rodzina. Dlatego wszyscy mówimy tutaj sobie po imieniu. Ja jestem dla Ciebie Stefan. Nasz drugi trener, Zbyszek. Z tego co się orientuję, Kacpra i naszych zawodników już znasz.-Powiedział Horngacher.
-A ja jestem Ania...-Odrzekłam podając rękę obu panom. Wtedy oni odeszli do reszty skoczków.
-Jezu, Ania! Chyba nigdy nie widziałem Ciebie takiej zestresowanej!-Usłyszałam od starszego z braci Skrobot. Nie da się ukryć, ręce mi drżały niemiłosiernie.
-Nic mi nie mów, chyba nie spałam całą noc.-Patrzyłam na niego wystraszonym wzrokiem.
-Spokojnie. Jestem tutaj, by Ci pomóc. Po malutku, a wszystko ogarniesz. Dasz sobie radę.-Aż złapał mnie za dłonie. Jak dobrze, że był to ktoś, kogo znałam i lubiłam. Zawsze podziwiałam jego opanowanie i to, jak pozytywnie umiał działać na ludzi.
-Ok, to co najpierw?-Odrzekłam, gdy uniósł mnie lekko na duchu.
Jak się okazało kombinezony, które przyszły, były lekko za duże w kilku miejscach. Na szczęście materiał jest bardzo dobry. Kacper najpierw uczył mnie ich właściwości i tego typu rzeczy. Dokładnie opowiedział o restrykcjach, jakie wprowadziło FIS odnośnie sprzętu. Potem przeszliśmy do tej części praktycznej. Nie miałam nigdy za bardzo okazji być krawcową, jednak musiałam się tego solidnie nauczyć. Najpierw moim obowiązkiem było pozaznaczanie, gdzie muszę zwęzić kombinezony. Podczas, gdy skoczkowie mieli je założone. Nie da się ukryć, każdy z nich miał inne wymogi. U jednego był ciut za szeroki w pasie, u innego w nogawkach, a innego w... kroczu. Oczywiście, to ostatnie występowało u Maćka. Kiedy przed nim kucnęłam, gdyby nie makijaż moje policzki byłyby strasznie czerwone. Bardzo się starałam, ale niestety coś poszło nie tak...
-Auu!-Krzyknął nagle Kot. Tak. Ukułam go niechcący w członka.
-Boże, przepraszam! Rozmasuję i przestanie boleć...-Nagle urwałam, bo wtedy zorientowałam się, co powiedziałam. Ku mojemu nieszczęściu usłyszeli to wszyscy. Cała sala zaniosła się ogromnym śmiechem. Piotrek aż upadł na podłogę. A ja mogłam tylko przywalić sobie z plaskacza.
-Nie wiedzieliśmy, że jesteś aż taka niewyżyta!-Parsknął Dawid.
-Wiesz, nie krępuj się.-Maciek wyszczerzył zęby. Za nic nie wiedziałam jak wybrnąć z tej sytuacji. Wstałam i teatralnie zarzuciłam włosy do tyłu.
-A co, nie mogę taka być?-Spytałam krzyżując ręce na piersi.
-Podobno była i to nieźle!-Zaśmiał się Skrobot.
-Kacper!-Walnęłam go w ramię.-Do roboty, Panowie! A nie, zajmujecie się głupotami!
Na szczęście, już nie musiałam wbijać szpilek w zawodników. Teraz naszym zadaniem było narysowanie szkicu cięcia. Zostało szycie, jednak trener kazał nam to zrobić jutro. Oczywiście, do końca dnia słuchałam docinków wszystkich zawodników.
-Jak idzie Ani?-Spytał trener Kacpra, kiedy do nas podszedł.
-Jest jeszcze dużo teorii do ogarnięcia, ale radzi sobie bardzo dobrze!-Uśmiechnął się.
-Mam do Ciebie prośbę... Czy moglibyście spotkać się  i wszystkie te tematy omówić, aby nasza pani asystent jak najszybciej wszystko pojęła?
-Ja jestem za!-Powiedziałam.
-Nie ma żadnego problemu! To może wpadniesz dzisiaj do mnie wieczorem?-Zaproponował.
-Weźcie też jakiegoś zawodnika, ok?-Powiedział trener na odchodne.
-U Ciebie...-Zmieszałam się.-A Wy... nie wynajmujecie przypadkiem nadal razem mieszkania... ?
-Dzisiaj wychodzi gdzieś wieczorem z Bartkiem, więc go nie będzie.-Popatrzył na mnie znacząco. Odetchnęłam.
-A to spoko.-Od razu zmieniłam swój ton.-To jak ma być też jakiś zawodnik, to może Maciek? O, weź też Magdę!
-Dobra, to tylko go przekonaj. O 19? Pamiętasz chyba, gdzie mieszkam?
-Jasne, że tak!-Zawołałam. W tej chwili zauważyłam, że wszyscy zawodnicy zbierają się do domu. Z trudem, ale udało mi się znaleźć Kota.
-Maciek, poczekaj! Chyba musimy porozmawiać.-Złapałam go za rękę.
-Chyba tak. Chodź ze mną, zawiozę wszystkie rzeczy do domu i może pójdziemy na jakiś obiad?-Zaproponował.
-A co to, idziecie się masować?-Wypalił Piotrek.
-Wiesz, w końcu coś obiecałam!-Specjalnie oparłam się łokciem o ramię Kota.
-Dokładnie! Co Ty myślałeś, że odpuszczę sobie taką przysięgę?-Skoczek wywinął mi "kuksa" w bok.
Kiedy spakował wszystko, zawieźliśmy rzeczy do jego domu i pojechaliśmy na Krupówki. Sportowiec uważnie patrzył na to, co je, więc wybraliśmy się na jakąś dobrą rybkę.
-Przepraszam Cię za to, co się wydarzyło w pubie.-Oznajmiłam, gdy kelner przyniósł nam wodę.
-Ty nie masz za co, to ja powinienem. Poniosły mnie emocje. Ale tego nie zrobię... Ani trochę tego nie żałuję.-Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-To było... bardzo miłe.-Odwzajemniłam.
-Wiesz, nie dość, że byłaś moją podopieczną, to jeszcze Cię lubię. A poza tym, nie pozwolę, by jakiś debil obrażał kobietę.
-Mówisz, że mnie lubisz?-Uniosłam do góry brew.
-Lubię.-Spojrzał na mnie z łobuzierskim uśmiechem.
-I mam Cię wymasować.-Wybuchłam śmiechem.
-No właśnie! Czekam!
-A chciałbyś?-Znowu moja brew wystrzeliła. Ewidentnie go to zamurowało. Nim coś odrzekł, dostaliśmy swoje zamówienie. Niestety, nie dostałam odpowiedzi.
-A co z naszymi treningami?-Spytałam jedząc.
-To chcesz dalej trenować?-Był zaskoczony
-A niby czemu nie?
-Myślałem, że już i tak masz dużo obowiązków...
-Wiesz, przecież nie muszę być wyczynowym sportowcem!
-Dobra, to coś wymyślę i dam Ci znać.

Kiedy zjedliśmy, postanowiliśmy pójść na spacer. Idealnie na zwiększenie metabolizmu. Ciągle rozmawialiśmy. Maciek wydawał się bardzo rozsądnym facetem, z dużymi aspiracjami, a do tego dowcipnym. Opowiedział mi, jak zaczynał swoją przygodę ze skokami, i kilka anegdotek z zawodów. Chodziliśmy po całym Zakopanem, nawet zaszliśmy pod Wielką Krokiew. Ale nadal miałam wrażenie, że przy mnie nie jest w 100% sobą. Nim się obejrzeliśmy, było już po godzinie 18. A przecież na 19 mieliśmy iść do Kacpra. Po drodze postanowiliśmy kupić jakieś 2 butelki wina. Zawsze to będzie się lepiej przyswajało wiedzę. Niedługo później znaleźliśmy się pod znajomym blokiem. Pamiętałam, że to był numer 15. Od razu nam otworzono, a my weszliśmy na górę. W drzwiach powitała nas znana mi parka.
-Jak przez rok się nie widziałyśmy, tak teraz dwa razy w ciągu trzech dni!-Zaśmiała się Magda.
-Mam nadzieję, że uda się i częściej!-Przytuliłam ją.
-Przynieśliśmy taki mały prowiant...-Maciek wyciągnął z torebki dwie butelki.
-O, widzę że myślicie tak, jak my!-Zawołał Kacper.-Może usiądziecie w salonie, co?
Rozejrzałam się dookoła. Mieszkanie miało dwie sypialnie, duży pokój, małą kuchnię i łazienkę z prysznicem. Kompletnie nic się nie zmieniło. Chłopacy urządzili je w dwojaki sposób: połączyli zarówno styl nowoczesny, jak i tradycyjny styl góralski. Zawsze mi się to podobało. A ileż się tutaj działo! I to prawie wszędzie... Ale Kacper nie musi o wszystkim wiedzieć 😃. Zauważyłam, że już się nieźle przygotowali. Na stole został postawiony laptop, który był włączony na jakiejś stronie ze sprzętem. Zapowiadało się nieźle. Chwilę później gospodarze przynieśli kieliszki i otwarte wino. Od razu przeszliśmy do sedna sprawy. Chłopacy rzetelnie i szczegółowo opisywali wszelkie zasady panujące w świecie skoków odnośnie sprzętu. Niby słyszałam o tym w telewizji i czytałam na stronach sportowych, jednak nie sądziłam że tego jest aż tyle. I że niektóre są takie absurdalne. Potem przeszliśmy do nart, Kacper wyjaśnił, jak polega tutaj jego praca, a Maciek odnośnie ich rodzai. Niby po prostu narty do skoków, ale tyle odmian! Wymienił też mniej więcej, jaki skoczek lubi konkretny wariant. Aż zaczęłam to wszystko zapisywać. Wino szło coraz szybciej. W pewnej chwili zachciało mi się do toalety. Po uregulowaniu potrzeby fizjologicznej, na chwilę się zatrzymałam. Koło łazienki znajdował się pokój Kamila, do którego były lekko uchylone drzwi. Nie mogłam się powstrzymać, by nie wejść do środka. W nim też nic się nie zmieniło. Łóżko te same, meble też. Kolor ścian. Nawet pościel się zgadzała. A na krześle wisiała bluza, którą kiedyś lubiłam mu podbierać. Tyle czasu tutaj spędziłam. Nagle spostrzegłam coś, co spowodowało u mnie większe bicie serca. Na parapecie obok łóżka, zauważyłam ramkę ze zdjęciem. Ze zdjęciem moim i jego, z naszego wypadu nad Morskie Oko. Przełknęłam głośno ślinę. Mimowolnie, wzięłam je do ręki i usiadłam na łóżku. Przez chwilę się w nie wpatrywałam. Zrobił je selfie stickiem. Dookoła rozciągały się piękne góry, cudowna tafla wody wyglądająca jak lustro. Często chodziliśmy po Tatrach. A w środku my. Uśmiechnięci, przytuleni, całujący się na tle tak pięknego krajobrazu.
-Wszystko w porządku?-Aż podskoczyłam na słowa Magdy.-Coś długo Cię nie ma, martwiłam się już.
-Tak, jak najbardziej.-Uśmiechnęłam się, gdy siadała koło mnie.
-Brakuje Ci tego?-Spytała spoglądając na fotografię znajdującą się w moich dłoniach.
-Nie, coś Ty! Nie.-Zamyśliłam się, po czym dodałam.:-Eh... Sama nie wiem... Czemu on to trzyma? I to na samym wierzchu!
-Może żałuje?
-Chodźmy stąd.-Powiedziałam stanowczo stawiając ramkę na miejscu.

___________
Ahh nie wytrzymałam!
Miałam go opublikować  czwartek, ale jakoś nie wyszło heheh
Co sądzicie o rozdziale ?? ;) Myślicie, że Ania dalej coś czuje do Kamila?

czwartek, 23 lutego 2017

ROZDZIAŁ XI

Od kilku dni nie mogłam dobrze spać. Cały czas zastanawiałam się, co zrobić. Propozycja trenera była całkowicie poważna. Musiałam ją dokładnie przemyśleć, było tyle za i przeciw. Moja mama radziła mi, żebym lepiej zajęła się maturą. To było zrozumiałe, w końcu już niedługo zaczynał się sezon, a wtedy musiałabym jeździć na każde zawody. Nie da się ukryć, że straciłabym wiele lekcji, a przecież matura za pasem. Ale pracować w kadrze skoczków, i to tej głównej... Cudowny wpis do swojego CV, i to na sam początek kariery...Ogromny sukces i ogromne wyróżnienie. Trener dał mi na przemyślenie kilka dni. Więc w szkole, zamiast skupiać się na zajęciach, ciągle rozważałam jego słowa.
-Molęda, jesteś jakaś nieobecna dzisiaj.-Powiedziała Kaśka, gdy wychodziłyśmy z sali.
-Muszę po prostu coś głęboko przemyśleć.-Odpowiedziałam będąc dalej w zadumie.
-Coś się stało?
-Trener Horngacher zaproponował mi, bym została jednym z jego asystentów.-Patrzyłam w przestrzeń.
-To ten, co prowadzi kadrę A?-Spytała podekscytowana.
-Tak...
-ANKA!!-Krzyknęła i uwiesiła mi się na szyi.-To Ty powinnaś świętować! Nad czym się tak zastanawiasz?
-Wiesz, to duży prestiż, ale i duża odpowiedzialność. Boję się trochę, że zawalę uczelnię, itd.
-Oj przejmujesz się. Myślę, że Maciek pomoże Ci załatwić tutaj nieco taryfy ulgowej. Sam kończył tę szkołę, a jeździł na zawody. I popatrz! Teraz jest po studiach!
-Tu masz rację...-Zawiesiłam się na chwilę, gdy siadałam przy stoliku na stołówce.-Ale to też by oznaczało częstszy kontakt z Kamilem... Tzn., on jest serwismenem w kadrze B, ale to jest oczywiste, że obie kadry starają się współpracować.
-Zaraz, zaraz... Jakim Kamilem?-Kaśka zaczęła mi się przyglądać. No tak, nie powiedziałam jej jeszcze o tym.
-Skrobot, mój były.-Spuściłam głowę.
-Ty żartujesz.
-No nie...W sumie głupia jestem, że nie pomyślałam o tym, że wchodząc w świat skoków w Polsce na pewno prędzej, czy później go spotkam.
-Widziałaś się już z nim?
-Tak... dwa razy.
-Wow! I... jak?-Patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
-Nijak.. ostatnio miałam z nim więcej do czynienia. Trener poprosił mnie i jego, abyśmy mu pomogli z firmą szyjącą kombinezony, to szukaliśmy razem. I stąd ta propozycja stanowiska, bo nam dobrze poszło.
-No to ładnie. A rozmawialiście?
-Oczywiście. Jak to mówił? Aaa, że mnie kochał, że żałuje, że będzie się starał poprawić nasze relacje!-Zawołałam drwiąco.
-Ty żartujesz. Ale debil..
-Nawet wspomniał, jak to kiedyś szukaliśmy razem dla niego sponsora..-Znowu spuściłam głowę.
-Ania... Ty coś dalej do niego czujesz?-Spytała ostrożnie.
-Chyba jedynie złość!-Spojrzałam na nią gwałtownie.-Ale nie ukrywam, dziwnie się czuję, gdy jest w pobliżu. Nawet bardzo dziwnie.
-No cóż... pamiętam, jak za nim szalałaś. Chcesz z nim poprawić relacje?
-Szczerze, to nie wiem. Boję się tego.
-Nie możesz teraz przewidzieć, co będzie.
-Ale on mi zapowiedział, że będzie się starał.
-Nie zakładaj od razu, jak to będzie. Nie ukrywam, że ja bym raczej nie chciała wdawać się w relację z byłym, który mnie zdradził. Jednak przez niego nie możesz rezygnować z siebie! Bierz tę posadę i nie patrz na niego! Nie pozwól, by i to Ci zniszczył. I właśnie przecież możesz go traktować jedynie na drodze służbowej, nic więcej.
-Masz rację! Kaśka, jesteś wielka! Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła!-Przytuliłam ją.
-Wiadomo, że nic!-Zaśmiała się.-A co z Maćkiem?
-Muszę teraz przystopować... Skoro zaczął, że jest moim nauczycielem itd. Spowalniam tempo w tej kwestii. Najpierw się z nim zakumpluję, tak po prostu.
-...a potem go zdobędziesz i rzucisz z premedytacją.-Skończyła za mnie przyjaciółka.
-Oczywiście!-Zaśmiałam się nieco nerwowo.-Poczekaj, zadzwonię do nich.
Wyjęłam telefon i wybrałam numer do trenera. Był niezmiernie ucieszony faktem, że przystanęłam na jego propozycję. Poprosił, bym za dwa dni stawiła się w COSie. Chwilę po tym, gdy się rozłączyłam, zadzwonił do mnie Maciek.  Słyszał, że się zdecydowałam i chciał mi powiedzieć, że jest ze mnie dumny haha. Ponad to, wybierali się wszyscy wieczorem do kina. Zaproponował, bym wzięła kogoś ze sobą i też wbiła.
-Kasia, co robisz dzisiaj wieczorem?-Spytałam, gdy przestaliśmy rozmawiać.
-Dzisiaj? Hm... chyba nic. A co?
-To idziesz do kina ze mną i kadrą!-Oznajmiłam radośnie. Jej zdziwienie nie miało końca.

Wieczorem punktualnie czekałyśmy przy budynku kina. Poza Kate, wzięłam też swoją siostrę, Martę. Wolałam ją mieć przy sobie, niż żeby się gdzieś włóczyła. Chwilę później pojawili się skoczkowie wraz z partnerkami i Kacper.
-Ania!-Usłyszałam wołanie dziewczyny młodszego z braci Skrobot.
-Madzia! Sto lat!-Ucieszyłam się na jej widok i przytuliłam.
-Byłam na Ciebie taka zła!-Skarciła mnie.
-Oj wiem, wiem. Ale sama tez się nie odzywałaś!-Pokiwałam palcem.
-No dobra, masz rację!
-Cześć dziewczyny!-Usłyszałam jak nasz serwismen woła w stronę moich towarzyszek.
-Kacper!-Podbiegły na jego widok.
-Dobra, to jest moja siostra Marta, a to moja kumpela Kasia. A to Kamil i Ewa, Kuba i Asia, trener Stefan, Jasiek z Angeliką i Piotrek z Justyną. Tę trójkę już znacie-Wskazałam na końcu na Kacpra, Magdę i Maćka.
-Na co tak w ogóle idziemy?-Spytała Kate.
-Może na jakiś psychologiczny? Podobno właśnie zaraz mają jakiś dobry zagrać.-Oznajmiła Ewa.
-Spoko, może jak tak wejdźmy do kina i zobaczmy, co tutaj teraz grają.-Zaproponował Kuba.
-Jak tam się czujesz, pani asystent?-Usłyszałam głos Maćka.
-Wyśmienicie, panie zawodniku!
-Mam nadzieję, że nie będzie pani dla nas zbyt surowa!
-Jak będzie wina, to będzie i kara!-Wyszczerzyłam do niego zęby. W tej chwili weszliśmy do środka. Postanowiliśmy iść na ten film, co polecała go Ewa. Okazał się strzałem w dziesiątkę. Trafił chyba w gust każdego. Typek prowadzi sanatorium, z którego tak naprawdę nikt nigdy nie wyjdzie, ale pacjenci o tym nie wiedzą. Jest miły, a na końcu prawda mrozi krew w żyłach. Uwielbiałam to! Po filmie postanowiliśmy pójść do pubu. Ku mojemu nieszczęściu, do ulubionego mojego i Kasi. A dzisiaj akurat obsługiwał "mój"kelner. Aż się bałam, co może zrobić. Cały czas się na mnie patrzył, ale unikałam jego wzroku.
-Cześć, piękna.-Powiedział do mnie, gdy przyniósł nam masę kufli z piwami.
-Cześć.-Odpowiedziałam beznamiętnie wpatrując się w Kate. Chyba to wyczuł, bo nic nie dodał i odszedł.
-"Cześć, piękna"? Ania, czy my o czymś nie wiemy?-Zaśmiał się Jasiek?
-Nie wiem o co Ci chodzi!-Wyszczerzyłam zęby.
-Jak to o co, czy już wylądowaliście w kiblu hehe-Na słowa Pietera każdy zaczął się niemiłosiernie śmiać. Wszędzie musiał dodać ten kibel haha.
-Tylko Ty lubisz w nim przesiadywać godzinami!-Zawtórowałam mu.
-Oj, żebyś chciała wiedzieć, że przesiaduje!-Dodała jego żona.
-Co, siedzi i żre kostkę z kibla?-Usłyszeliśmy moją siostrę. Pamiętam, jak obie słuchałyśmy tego wywiadu i wręcz padłyśmy na jego słowa.
-Ja nie, to córka! Ja zabieram tam piwko, takie przyjemnie posiedzenie wtedy jest!-Aż wyliśmy.
-Ale od kogoś musiała to zgapić, i to na pewno nie od Justyny!-Zawołał Maciek.
-Maciek, Ty to... lepiej siedź cicho i pij, bo Cię wywalę z pokoju następnym razem!-Żyła śmiał się sam z siebie.
-To ja Ci zabiorę paprykę i będziesz miał bulę!
-Cholera, wygrałeś.-Przyznał się Pieter. A my nie wyrabialiśmy.
-Oni zawsze są tacy?-Spytałam z niedowierzaniem Kamila.
-Nie, oni się dopiero rozkręcają!-Wyszczerzył zęby.
-O Boże... aż się boję!-Skryłam na chwilę twarz w dłonie.
-Ale tak serio, kto to był?-Zapytał mnie nagle Maciek, dalej się śmiejąc.
-Ah no. Kojarzy mnie i Kaśkę, bo jeśli chodzimy na piwko to tutaj.-Spuściłam głowę z uśmiechem.
-I za każdym razem podrywa Anię, a gdy to ona pójdzie zamawiać, to mamy zawsze rabacik!-Przyjaciółka pokazała mi język.
-Kurde, trzeba było od razu mówić, byś Ty zamawiała!-Oskarżył mnie Kuba.
-Ooo nie, nie dam mu powodów do radości!-Pokiwałam palcem wskazującym.
-Hej dziewczyno nie bądź taka, postaw loda dla chłopaka...-Zaczął śpiewać nie kto inny, a Żyła.
-Jezu, Piotrek!-Zawołała jego żona. Aż nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć, dosłownie padłam ze śmiechu. Nie byłam tutaj jedyna, każdy. Dosłownie każdy.
-Lecz kiedy żona Cię opieprza, kup jej loda będzie lepsza!-Dokończyłam śmiejąc się.
-O kurwa...-Wyrwało się Jankowi.
-Zgasiłaś mnie!-To były słowa Piotrka.
-Nie daję już z Wami rady.-Kacper aż płakał.
Cały ten czas spędziliśmy się śmiejąc. W czasie treningów owszem, było widać że są bardzo ze sobą zżyci i zgrani, ale że są aż takimi kabareciarzami nie zdawałam sobie sprawy. Dawno się tak nie uśmiałam. Gdy już nieco wypiliśmy, oczywiście zaczęły się większe "śpiewy". Bawiliśmy się w najlepsze, kiedy nagle podszedł do mnie barman i poprosił na bok. Czego on ode mnie chciał?
-Ania, co się dzieje?-Spytał smutno.
-O co Ci chodzi?-Odpowiedziałam zaskoczona.
-Ostatnio dawałaś mi jakąś nadzieję... a teraz co?
-Nadzieję?-Aż powtórzyłam.-Nic takiego Ci nie dawałam.
-Zawsze tak było! Jakiś flirt, a ostatnio pocałunek...
-Po pierwsze, to Ty mnie pocałowałeś...
-A Ty nie protestowałaś!-Przerwał mi.
-Nie dałeś mi wyboru!-Popsuł mi mój dobry humor.-A flirt od razu nic nie oznacza.
-Jak nie! I jeszcze obiecałaś, że się ze mną umówisz!-Złapał mnie mocno za łokcie.
-Puść mnie! Nic nie obiecałam, Powiedziałam, że może tak, może nie. To żadne przyrzeczenie.
-Nieprawda, coś między nami zaiskrzyło!-Poczułam jego mocniejszy uścisk.
-Ała!-Aż zawołałam.-Chyba w Twoich snach! Coś sobie uroiłeś!
-Nieprawda!-Myślałam, że mi zaraz połamie ręce.
-Co się tutaj dzieje?-Usłyszałam nagle głos Maćka. Tuż obok niego stał Kacper.
-Nie wtrącaj się.-Powiedział mocno barman.
-Puść ją.-Odrzekł stanowczo Skrobot.
-Idź sobie, musimy pogadać.-Facet nie spuszczał ze mnie wzroku.
-Mówimy ostatni raz, puść ją.-Kot złapał go mocno za ramię. Tym razem poskutkowało.
-Proszę bardzo. Skoro taka Ci pasuje, proszę. Ale pamiętaj koleś jedno, to jest niezła sucz. Nie jesteś pierwszy, ani ostatni.-Barman wygrażał się machając rękami przed moją twarzą.
I wtedy stało się coś niespodziewanego. Maciek jest znany z tego, że czasami bywa w gorącej wodzie kąpany, ale tym razem nerwy mu kompletnie puściły. 5 sekund później poleciał jego prawy sierpowy w kierunku tamtego typka. Nie wierzyłam w taki rozwój sytuacji, byłam w szoku. Z nosa barmana poleciała krew. Zauważyłam, że i Kacper stoi z ręką zaciśniętą w pięść. Wyglądało to tak, jakby sam chciał mu przyłożyć, ale Kot go uprzedził. Maciek chyba sam nie wierzył w to, co się stało. Spojrzał na mnie zdziwiony, po czym wybiegł z lokalu. Zaraz pobiegłam za nim, jednak był tak szybki, że już go nie zastałam na zewnątrz.

___________________

Już nie mogłam się doczekać, kiedy dodam wątek jakieś mini imprezki kadry xd
Ale końcówki, to się raczej nikt nie spodziewał, nawet ja haha
Myślicie, że Maciek dlaczego tak postąpił? Ale warto podkreślić, że gdyby nie on, Kacper zrobił by to samo ;)
I co sądzicie, o tym, co wyjawiła Ania dla Kasi?
Czekam na komentarze xd

poniedziałek, 13 lutego 2017

ROZDZIAŁ X

-Chodźmy na górę, tam są jakieś komputery.-Kamil podszedł do mnie delikatnie wskazując drogę głową. Nie odpowiedziałam mu, jedynie podążyłam za nim. Po drodze mijałam całą kadrę. Może i byliśmy kiedyś razem, ale tych chłopaków jakoś nie spotkałam. Poznałam braci Miętusów, Bartka Kłuska, Krzyśka Bieguna. I trenera Maciusiaka, który od tego sezonu szkolił juniorów. Ale z chłopakami z kadry A nie było mi po drodze. Nawet nie wiem dlaczego tak się działo, w końcu bywałam razem z Kamilem często na skoczni. A z Kubą Kotem też przecież miał dużo do czynienia. No nic... Nie wiem, czy wiedzieli coś o naszej przeszłości. Jeżeli tak, to byli taktowni i nic nie mówili. Ich miny nic nie wyrażały. Jedynie zatrzymałam się na Maćku. Kot bacznie się przyglądał, gdy kierowaliśmy się do wyjścia. Jego wzrok był jakiś hmm... ostrożny? Nie umiałam zgadnąć. Na samym końcu Kacper posłał nam jakiś tajemniczy uśmiech. Zignorowałam go, i po chwili byliśmy za pomieszczeniem siłowni. Chciałam uniknąć zbędnej rozmowy, więc wręcz wbiegłam na samą górę. Za schodami znajdowało się parę pomieszczeń. W każdym z nich były jakieś osoby, na co odetchnęłam z ulgą.
-Gdzie wchodzimy?-Spytałam beznamiętnie.
-Chodź tutaj.-Złapał mnie za rękę i pociągnął do pokoju. Poczułam dziwny prąd w reakcji na jego dotyk, jednak jak najszybciej wyrwałam swoją dłoń.
-Pani Kasiu, są wolne jakieś dwa komputery? Pilna potrzeba trenera Horngachera.-Nie wiedziałam, że zna pracowników COSu aż tak dobrze.
-Jasne, tam dalej jest wolny cały gabinet, rozgośćcie się.-Brunetka uśmiechnęła się do nas ciepło. Więc jednak będziemy sami... Kamil zamknął za nami drzwi i natychmiast włączył komputery.
-Co się w ogóle stało z tą firmą?-Zdecydowanie wolałam rozmowę na ten temat, niż na prywatny.
-Wiesz, oni nie chcieli robić tylko sprzętu dla skoczków. A my byliśmy ich jedynymi klientami. Niby to już było duże zamówienie, ale widocznie to im się nie opłacało...
-A zbankrutowali ogólnie, czy po prostu nie chcą już robić kombinezonów?
-Przyznam Ci, że nawet nie wiem. Może i to drugie? Popatrz na firmę Elan...
-Coś mi się obiło o uszy.-Lampiłam się w ekran.-Dobra, musimy czegoś poszukać.
Przez jakiś czas uważnie sprawdzaliśmy strony firm produkujących sprzęt sportowy. Telefony nie miały ani chwili spokoju. Na szczęście obydwoje umieliśmy mówić płynnie po angielsku, więc nie było problemów z komunikacją.
-Aż mi się przypomniało, jak mój sponsor zrezygnował i szukaliśmy razem nowego.-Zaśmiał się Kamil.
-Pamiętam! I jak jeździliśmy do nich. A jacyś jedni chcieli, byś został twarzą prezerwatyw!-Zawtórowałam mu.
-O Boże! Nawet o tym zapomniałem!-Aż schował twarz w dłonie.
-Nadawał byś się!-Wyszczerzyłam do niego zęby.
-Chciałem się zgodzić, ale tylko pod warunkiem że i Ty wystąpisz!
-Kamil!-Skarciłam go.
-Oj, przecież Ci wtedy o tym mówiłem!
-No dobra...-Przyznałam mu rację.
-To były czasy...-Westchnął.
-Ale potem czar prysnął.-Odpowiedziałam po pewnym czasie, już chłodniejszym tonem. Przez moment przypomniało mi się, jak było nam dobrze. Wtedy przy nim czułam się naprawdę szczęśliwa, zakochana w nim na zabój. Chyba nie było dnia, w którym się nie śmialiśmy. Często robiliśmy coś wspólnie, ale nie ograniczając się nawzajem. Kacper przyznawał, że nigdy nie widział aż tak wspierającej się pary. Było mi z nim tak dobrze... Ale później dowiedziałam się, że to wszystko było złudzeniem, jednym wielkim kłamstwem.
-Naprawdę tego wszystkiego żałuję.-Odpowiedział spokojnie.-Tak chciałbym cofnąć czas...
-Przestań.
-Ania, ja Ciebie naprawdę kochałem.-Zauważyłam, że spuścił głowę.
-Jak się kogoś kocha, to się go nie zdradza.-Zmierzyłam go ostro wzrokiem.-I to na dodatek nie z jedną panienką.
-Wiem... byłem taki głupi, chciałem się wyszumieć.
-Było szaleć wcześniej, gdy jeszcze nie miałeś dziewczyny.
-Miałem 22lata, gdy zaczęliśmy ze sobą chodzić... nie byłem jeszcze dojrzały...
-A ja 15!-Przerwałam mu.-Więc powinnam być większą idiotką, niż Ty!
-Masz rację...-Wyglądał na skruszonego.
-Od kiedy to mi aż tak przytakujesz?-Spytałam drwiąco.
-Od kiedy zdałem sobie sprawę, co zrobiłem. Od kiedy Cię straciłem.-Nic mu na to nie odpowiedziałam. Jedynie jeszcze bardziej próbowałam się skupić na robocie. Ale moje serce łomotało jak dzwon. Miałam nadzieję, że on tego nie słyszy, ani nie widzi mojego poddenerwowania.
-Ania, czy jest szansa, byś mi wybaczyła?-Wyczułam w jego głosie nutkę nadziei.
-Słucham?-Myślałam, że się przesłyszałam.
-Wiem, że to, co zrobiłem jest karygodne... ale czy jest szansa, abyś mi kiedykolwiek wybaczyła?-Oderwał się od komputera i skierował się w moją stronę.
-Do czego Ty właściwie zmierzasz? My nigdy nie będziemy razem!
-Chodzi mi o normalne stosunki... przyjaźń.-Kamil nagle zmienił ton głosu. Miałam wrażenie, że nie do końca chciał to powiedzieć, ale w ostatniej chwili zmienił swoją strategię. Przez chwilę mierzyłam go wzrokiem.
-Nie wiem. Ale wątpię. Za bardzo wszystko pamiętam.-Powiedziałam oschle.
-Jak Wam idzie?-Aż podskoczyłam. Zanim Kamil zdąrzył coś mi odpowiedzieć, do pokoju wszedł Maciek. Pojawił się w idealnym momencie. Delikatnie uśmiechnęłam się jdna jego widok.
-W porządku, już mamy co chcieliśmy.-Odpowiedziałam spokojnie.
-Było kilka propozycji.-Dodał zmieszany Kamil.
-Chodźmy.-Wyprzedziłam Kota w drzwiach.
-Ania!-Odwróciłam się w stronę byłego chłopaka.-Ja się będę starał.
Nic mu na to nie odpowiedziałam. Spojrzałam na Maćka i jakń pierwsza wyszłam z gabinetu.
-O co się będzie starał?-Spytał szeptem zaciekawiony Kot.
-Żebyśmy zostali przyjaciółmi!-Zakpiłam po cichu.
-Faceci są beznadziejni, uwierz mi.-Na jego słowa wybuchłam śmiechem.
-I mówi to facet? A to nie powinna być jakaś solidarność plemników?
-Moje plemniki nie wspierają plemników debili!-Wyszczerzył zęby. Na te słowa jedynie się zaśmiałam. Dobrze, że szlismy sporo przed Kamilem. Albo i nie! Szkoda, mógłby to usłyszeć. Ale bym miała satysfakcję!
Na dole czekała nas cała grupa, ze trenerem na czele.
-I jak?
-Tutaj są dane paru firm, które wydawały się w porządku.-Podałam mu papierek.-Każda z nich ma w ciągu paru dni wysłać do COSu na Pana nazwisko próbki materiałów. Jednak najbardziej korzystna tak wstępnie jest oferta tej norweskiej firmy, która kiedyś szyła dla ich kadry, za czasów Kojonkoskiego. Później przestali szyć kombinezony, ale chcą do tego wrócić.
-Świetna robota! Nie wiem, jak Wam dziękować!-Horngacher nie krył zadowolenia.
-To Ania głównie wszystko znalazła.-Odrzekł Kamil.

Kilka dni później doszły wspomniane próbki. Trener przystanął na firmę norweską, którą wcześniej mu poleciłam. Natychmiast podpisano umowę i przystąpiono do szycia kombinezonów. Siedziałam na łóżku, gdy nagle zobaczyłam, że dzwoni Maciek.
-Co tam, kocie?-Spytałam uradowana.
-Ania, ktoś chciałby z Tobą porozmawiać.-Powiedział spokojnie.
-Witaj Aniu, tu trener Horngacher. Przejdę od razu do sedna. Zadziałałaś skutecznie z kombinezonami, szybko. Spodobała mi się Twoja chęć i organizacja pracy. Rozmawiałem już z prezesem Tajnerem i chciałbym, abyś z nami pracowała.
-Pracowała?-Spytałam z niedowierzaniem.-Jako kto?
-Jako osoba, która organizuje. Właśnie sprawy z firmami, treningi. Można powiedzieć, że jako moja asystentka.
-Ale ja nie mam kwalifikacji.-Byłam zaskoczona.
-Ważniejsze są dla mnie inne predyspozycje. Nie każdy po studiach ma takie zdolności. To jak?
-Zaskoczył mnie Pan, muszę się zastanowić.
-Aby nie za długo! Pozdrawiam.


_________________

Z racji, że miałam sporą przerwę, postanowiłam dodać nieco wcześniej rozdział xd
Dodałam również Kamila do jednego z bohaterów całego opowiadania ;))

czwartek, 9 lutego 2017

ROZDZIAŁ IX

Obudziłam się lekko zmęczona. Zauważyłam, że jest godzina 12. Nie za dobrze... Delikatnie usiadłam na łóżku i się rozejrzałam. Dawny pokój Kuby był cały drewniany. Dało się odczuć, że mieszkali tutaj górale. Nie był za duży, taki w sam raz. Przy samych drzwiach stały szafy, obok nich biurko. Łóżko umiejscowione pod oknem. Na ścianach rzucały się w oczy plakaty sportowców, a na półkach zdjęcia jego i Asi. Zauważyłam, że spałam w samej bieliźnie, a bluzka, spódniczka i rajstopy leżą na krześle. Nawet nie wiem kiedy się ich pozbyłam. Wolnym krokiem podeszłam do wiszącego lusterka. Przeraziłam się na swój własny widok. Makijaż kompletnie rozmazany, włosy potargane. Dobrze, że na imprezy zawsze brałam ze sobą niemal wszystkie kosmetyki, tak w razie czego. Szybko zaczęłam ich szukać w torebce, aby doprowadzić się do porządku. Znalazłam  niej też jakąś gumkę do włosów, dzięki czemu mogłam w pełni się ogarnąć. Gdy się ubrałam, wyszłam z pokoju. Zauważyłam, że znajduję się na piętrze, gdzie były jeszcze dwoje drzwi. Nie mogłam się oprzeć, by nie wejść i zobaczyć, co jest w środku. Obok pomieszczenia Kuby znajdował się następny pokój. Bardzo podobny do tego, w którym spałam. Jednak znaczącą różnicą był duży stymulator jazdy autem znajdujący się na samym środku. Od razu domyśliłam się, że znajduję się w królestwie Maćka. Za następnymi drzwiami znajdowała się łazienka z prysznicem. Po odwiedzeniu całego piętra postanowiłam zejść schodami na dół, skąd było słychać głos telewizora i krzątanie w kuchni.
-Cześć.-Uśmiechnęłam się lekko na widok swojego trenera.
-Hej hej. Jak się czujesz?-Odwzajemnił.-Główka boli?
-A nie, czuję się świetnie. Tylko jestem lekko zmęczona.-Nie kłamałam.
-Kompletny brak kaca?-Spytał zaskoczony.
-Chyba nigdy w życiu nie miałam kaca.-Odpowiedziałam triumfalnie.
-Tylko pozazdrościć! Zjesz jajecznicę?
-A nie powiem, bardzo chętnie.-Zaśmiałam się stając tuż obok niego.
-To czuj się jak u siebie w domu, weź z lodówki jajka!-Zabrzmiało to jak jakaś komenda, którą spełniłam w 5sekund. Maciek szybko pokroił szczypiorek, dodał jajka. Zwykłe smażone, jednak "rozbełtane" są najlepsze. Gdy Kot stał przy patelni, ja sięgnęłam po ketchup. Był zdziwiony, ale nie wyobrażałam sobie, by je jeść bez tego. Po tej nocy strasznie zgłodniałam. talerzyk spustoszyłam błyskawicznie. Grzecznie go umyłam i usiadłam obok trenera na kanapie.
-Opowiesz, co się wczoraj wydarzyło?-Spytał.
-W skrócie: byłyśmy MO. Myślałyśmy, że jesteśmy trzeźwe, ale to był błąd. W taxi zapomniałyśmy adresu, a potem nam odwaliło że typek nas chce porwać. Wkurzył się, i nas wywalił. Potem zatrzymała nas policja. A potem trafiłyśmy na Ciebie i Kubę.
-Wy nie możecie być normalne. I serio nie masz kaca?-Parsknął śmiechem.
-Ani trochę! A Wy, co robiliście?
-Kuba chciał pogadać, łaziliśmy po pubach.
-I tak grzecznie?-Zawiodłam się.
-My już mamy ten etap za sobą!
-Opowiedz o nim!-Zafascynowałam się.
-Innym razem.-Uniósł wysoko brwi.
-Gadaj!-Zaintrygował mnie. Po jego minie można było wywnioskować, że ma sporo za uszami.
-INNYM RAZEM! Jakiś seans?-Spytał zmieniając temat i wpatrując się we mnie.
-Mam chyba lepszy pomysł.-Uśmiechnęłam się złowieszczo.
-Co wymyśliłaś?-Jego mina mówiła, że się aż boi. Nic na to nie odpowiedziałam, jedynie gwałtownie wstałam i wzięłam go za rękę. Niemal wbiegłam do góry z pełnym impetem pchając drzwi jego pokoju. Nadal nie powiedziałam słowa, ale znacząco się uśmiechałam.
-O nie!-Usłyszałam jego stanowczy głos, który zignorowałam.
-Nie płacz.-Odpowiedziałam, siadając za kierownicą stymulatora jazdy.-Lepiej mi wytłumacz jak to działa!
Maciek z lekkim niepokojem spełnił moją "prośbę". Mogłam tylko uśmiechnąć się triumfalnie. Była to świetna zabawa, jednak po godzinie mój trener nagle wziął mnie na ręce i zniósł do salonu. Rzucił mną na kanapę, po czym zaserwował mi dawkę łaskotek.
-Maciek! Przestań!-Śmiałam się. Gwałtownie odskoczyłam i mu się odwzajemniłam. Nagle zauważyłam na pobliskim stoliku jakieś zdjęcia. Automatycznie chwyciłam je ręką.
-Jezu, jak Wy tutaj słodko wyglądacie!-Zachwyciłam się dwójką małych chłopców w całej chmarze pluszaków.
-Cudowne czasy! Zero zmartwień, tylko zabawa.-Rozmarzył się Kot.
-Teraz też może być zabawa!-Krzyknęłam wstając, po czym zawołałam "berek" i zaczęłam biegać po pokoju. Ewidentnie go zaintrygowałam, ale już po chwili ganiał mnie śmiejąc się głośno. Był dużo szybszy, więc 5sekund później byłam w jego ramionach. Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem, jednak nagle rozdzwonił się jego telefon.
-Ania, kompletnie zapomniałem... mam dzisiaj trening. Muszę iść...-W głosie Maćka usłyszałam zawiedzenie.
-Mogę jechać z Tobą?-Zapiszczałam entuzjastycznie.
-Nie mogę Cię zabrać...
-Ale dlaczego?
-Bo to nie jest profesjonalne!
-Proszę, proszę, PROSZĘ!-Zrobiłam wzrok niczym kot ze Shreka.
-No dobra, zbieraj się. Ale... pojedziesz w czerwonej sukience?-Spytał zaskoczony.
-Jakoś mi to nie przeszkadza.-Wzruszyłam ramionami i poszłam na górę po rzeczy.

Na miejscu reszta kadry powitała mnie jak członka rodziny.
-Ania, Ty chyba powinnaś zostać skoczkinią!-Zawołał Kamil Stoch przytulając mnie na powitanie.
-Zastanawiałam się nad tym, ale jeszcze nie podjęłam decyzji.-Wyszczerzyłam zęby. Po dwukrotnym mistrzu olimpijskim przywitałam się z Piotrkiem, Jaśkiem, Dawidem, Stefanem i sztabem.
-Jak przez rok nie widzieliśmy się wcale, tak teraz 2 razy w parę dni!-Zawołał uśmiechnięty Kacper Skrobot, gdy do niego podeszłam.
-Zaraz będziesz miał mnie dosyć!-Lubiłam go. Zawsze się dobrze dogadywaliśmy.
-Ciebie? Nigdy! W końcu jesteś moją niedoszłą bratową!
-Co u Ciebie?-Na "niedoszłą bratową" zmarszczyłam brwi i natychmiast zmieniłam temat.
-A jakoś leci. Ciągle w rozjazdach na zawody.
-Jesteś jeszcze z Magdą?-Byłam ciekawa.
-Tak! Chcemy nawet coś razem wynająć!
-O, to super! Jak ja jej dawno nie widziałam! Pozdrów ją ode mnie.
-Była zła na Ciebie, że gdy rozstałaś się z Kamilem, to od razu urwałaś z nią kontakt. Ze mną w sumie też...-Posmutniał.
-Przepraszam, chyba wtedy tak nie umiałam...
-Daj spokój, wyjdziemy po prostu na jakieś piwo! A co tam u Ciebie?
-Ania to pani sportowiec, która lubi wypić!-Usłyszałam obok siebie śmiejący się głos Maćka.
-Bardzo śmieszne, Maciej!-Zakpiłam z niego.
-Czyli nic się nie zmieniło...-Usłyszeliśmy jeszcze jakiś głos obok siebie.-Cześć.
-Hej.-Odpowiedziałam ostrożnie Kamilowi Skrobotowi, który nie spuszczał ze mnie wzroku.
-Słuchajcie, mamy problem!-Nagle rozbrzmiał głos Stefana Horngachera.-Firma, od której zamawialiśmy kombinezony ogłosiła bankructwo. Musimy znaleźć jak najszybciej nowego dostawcę. Tzn., PZN, ale to my musimy wybrać. Pomożecie mi?
-Może mogę spróbować? Choćby zaraz!-Zgłosiłam się.
-Każda osoba na wagę złota! Jakbyś była taka miła zająć się tym natychmiast... Kamil, pomożesz jej?
-Ja?-Spytał Stoch.
-Nie Ty. Kamil Skrobot.-Na te słowa trenera głośno przełknęłam ślinę.
-Ja pomogę!-Nagle zawołał Maciek.
-Ty musisz trenować.-Skarcił go trener.-To jak, Kamil?
-Bardzo chętnie!-Powiedział entuzjastycznie. Spojrzałam na niego. Wyglądał na podekscytowanego. Nie podobało mi się to ani trochę.