piątek, 21 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ XXII

Od samego rana serce niemiłosiernie mi łomotało. Co ja gadam... całą noc. Bo jej kompletnie nie przespałam. Dzisiaj miałam iść do lekarza. Byłam strasznie poddenerwowana. Wiedziałam przecież, jaki wyszedł wynik testu. Ale co innego usłyszeć o tym od lekarza, który się na tym znał. Nie przełknęłam nawet kęsa kanapki. Nie dałam rady. Nawet nie dałam rady się ubrać i całkowicie ogarnąć. Ale w końcu się udało. O godzinie 8.40 stawiłam się przed gabinetem. Wizytę miałam na 9, jednak zawsze lepiej być szybciej. Najpierw w recepcji musiałam z góry zapłacić. Niestety, nie miałam skierowania od internisty, więc musiałam iść prywatnie. A nie chciałam się tułać od lekarza do lekarza. Zanim bym doszła do tego właściwego minąłby chyba rok. Minuty leciały niemiłosiernie, jedna po jednej. Nie byłam jedyną pacjentką. Przede mną siedziały jeszcze dwie. Jedna miała wizytę na 8.40, druga na 8.50. Więc chyba mój pobyt tutaj się przeciągnie, skoro ta pierwsza jeszcze nie weszła. Obie były w ciąży, w różnym stadium zaawansowania. Jednak u każdej widoczna. Aż pomyślałam, że za te kilka miesięcy będę na ich miejscu... normalnie przeszły mnie ciarki. Nagle weszła ta pierwsza. Coś się ruszyło. Obie ostatecznie były po ok 20 minut, więc sama weszłam o 9.20. Kiedy wchodziłam miałam nogi z waty.

Po południu Stefan zaplanował trening w COSie. Najpierw siłownia, a później Wielka Krokiew. Na szczęście była już przygotowana. Co prawda, nadal jej stan pozostawiał wiele do życzenia, jednak umożliwiał skakanie. Zima panowała tutaj na całego. Wszędzie biało. Akurat to był jak dla mnie jeden z minusów Zakopanego i gór. Że zimniejsza pogoda panowała tutaj dłużej, niż w innych częściach kraju. Coś za coś :) W końcu dało się do tego przyzwyczaić. Zwłaszcza, gdy komuś zależało na mieszkaniu właśnie tutaj. Wróciłam do pokoju. Moja siostra była akurat w szkole. I dobrze, miałam chociaż godzinkę dla siebie. Niemal od razu rzuciłam się na łóżko i wzięłam do ręki słuchawki. Nadal miałam bardzo mieszane uczucia po wizycie u lekarza. A przecież tak nie powinno być. Pomimo głośniejszej muzyki udało mi się przysnąć na ten czas. Po drzemce szybko się ogarnęłam, by wyjść w umówione miejsce. Nie spieszyłam się, spacer dobrze mi zrobi. Jednak nawet to robiłam w dosyć szybkim tempie, przez co niedługo później byłam już w COSie. Od początku było słychać trenujących chłopaków. Dzisiaj zajęcia miała tylko kadra A. Kiedy weszłam do sali, wszyscy spojrzeli w moim kierunku. Natomiast Maciek natychmiast podbiegł i mnie pocałował.
-Hej. Byłaś u lekarza?-Spytał zmartwiony.
-Tak.-Spuściłam głowę.
-Co Ci jest?
-Maciek, każdy z nas chce to wreszcie wiedzieć!-Zawołał Kamil Stoch. Rozejrzałam się dookoła. Wszyscy stali w kółku i nasłuchiwali. No tak. Ski jumping family. Tutaj nic się nie ukryje.
-Mam torbiel na jajniku. Dosyć sporą. Generalnie nie dają żadnych objawów, jednak jest na tyle duża, że u mnie było inaczej.-Oznajmiłam.
-Torbiel?-Powtórzył Kot.-I co teraz?
-Lekarka przepisała mi hormony. One ją leczą.-Spojrzałam mu w oczy. Nadał trochę gorzej się czułam, ale było i tak już nieco lepiej. Wtedy znalazłam wzrokiem Kacpra. Przyglądał mi się. Chyba nie był pewien, czy mówię prawdę.
-Ale to nic więcej? Żadnej operacji nie trzeba?-Dopytywał Kot.
-Nie.-Uśmiechnęłam się blado. Natychmiast poprawił mu się humor i z radością wrócił do treningów. Wszystko trwało ok 2h. Maciek chciał, byśmy gdzieś od razu wyskoczyli, jednak nie mogłam tego zrobić. Obiecałam mu, że wieczorem na pewno się widzimy. Udało mi się wtedy znaleźć Kacpra. Spytałam się go, czy jedzie może do domu i czy jest tam Kami. Potwierdził, więc chciałam przejechać się z nim. Zgodził się. Po drodze dopytywał się mnie, czy to wszystko jest prawdą. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, drzwi otworzył mu jego brat.
-Byłaś u lekarza?-Pytał przejęty na dzień dobry.
-Tak. Nie jestem w ciąży.-Oznajmiłam mu. Miałam wrażenie, że jego mina zrzedła. I tak, jakby... posmutniał?
-Jak to?-Zdziwił się.
-Mam torbiel na jajniku. Gdy jest spora, można mieć objawy podobne do ciążowych.
-Ale... przecież nie dostałaś okresu. A wynik wyszedł pozytywnie!-Odniosłam wrażenie, że próbuje tłumaczyć, że jednak jestem w ciąży.
-To wszystko torbiel... Może tak działać.-Mówiłam spokojnie.-W tym i zafałszować wynik testu. Więc... nie mamy czym się martwić.
-Martwić?-Powtórzył.
-No, że będziemy mieli dziecko...-To dziwne, ale sama nie wiem czemu nie cieszyłam się z tego jakoś za bardzo.
-Szczerze?-Przez chwilę milczał.-Trochę szkoda.
Kiedy to powiedział, usiadł na podłodze opierając się plecami o ścianę. Niemal od razu zrobiłam to samo, sadowiąc się tuż koło niego.
-Szkoda?-Zdziwiłam się.
-Już mi odszedł ten pierwszy szok i przyjąłem, że pojawi się mały człowiek na świecie. Mój i Twój. Nasz.-Uśmiechnął się nieco do samego siebie.
-Ja też już myślałam tak, jakbym była naprawdę w ciąży.-Oznajmiłam patrząc na niego. Aż spojrzał w moją stronę.
-Jeszcze nie wszytko stracone...-Powiedział bardzo wolno.
-Kamil... nie. Już rozmawialiśmy na ten temat.-Spuściłam głowę.
-Wiem. Ale pomyślałem... że skoro teraz tak dużo się wydarzyło....
-Nie. Lepiej, że się okazało, że nie będziemy mieli dziecka.-Teraz już mówiłam stanowczym głosem.
-Trochę już chciałem zostać ojcem... i to z Tobą...
-Jestem pewna, że nim zostaniesz.-Powiedziałam, po czym położyłam dłoń na jego ramieniu.-Ale ja nie zostanę jego matką.
Po tych słowach zauważyłam, że Kamil posmutniał. Zwłaszcza, że nic i tak nie odpowiedział.
-Muszę już iść. Ale chcę dzisiaj wieczorem zrobić swoją osiemnastkę w pubie na Krupówkach. I zapraszam Was wszystkich.
-Dzięki!-Usłyszałam z kuchni głos Kacpra.
-Mam nadzieję, że przyjdziesz.-Powiedziałam do Kamila, gdy wstałam.
-Zobaczę.-Odpowiedział nawet nie patrząc mi w oczy. Cały czas miał spuszczoną głowę. Zrobiło mi się smutno, więc stamtąd wyszłam. Sama nie wiem dlaczego, ale miałam mieszane uczucia. Nie ucieszyłam się jakoś mocno, gdy lekarka mi oznajmiła, że nie jestem w ciąży. A przecież tyle czasu panikowałam. Chyba to przez to, że już się zżyłam z tą myślą. Teoretycznie straciłam dziecko... Czyżby w wieku osiemnastu lat obudził się we mnie instynkt macierzyński? Nie możliwe. Po powrocie do internatu zaczęłam wszystko ogarniać. Szybko weszłam na facebooka i utworzyłam wydarzenie. Taka spontaniczna imprezka. Zaprosiłam skoczków z partnerkami, Martę, Kaśkę. Zastanawiałam się co zrobić z Danielem i Dawidem, w końcu tu byli kumple Alana. I odkąd toczy się sprawa, unikali mnie. Jednak nie byli temu winni, więc kliknęłam "zaproś" przy ich nazwisku. Ponad to, chciałam by przyszło kilka osób z klasy i internatu. Trochę się bałam, bo z Danielem i z taką dwójką się przespałam dla zabawy. Ale jakoś po tym nie zachowywali się względem mnie bardzo dziwnie. Odzew na zaproszenia był natychmiastowy. Dzięki Bogu, większość ludzi mogła dzisiaj przyjść. A przecież jest to osiemnastka na kompletnym spontanie. Natychmiast rzuciłam się do szafy. Ubrałam czerwoną sukienkę na ramiączkach z baskiną i skórzaną ramoneskę. Do torby na zmianę wrzuciłam szpilki. Mocny makijaż, grube loki. Siostra ubrała się bardzo podobnie. Ok godziny 19 obie byłyśmy w wyznaczonym miejscu. Przybyli również skoczkowie w składzie Maciek, Stoch, Dawid, Piotrek, Janek i Klimek. Każdy z partnerką. Zaraz po nich przyszła cała reszta, w tym Kacper z Magdą.
-Przyszedł?-Spytałam, gdy tylko zobaczyłam Skrobota.
-Nie... I nie wiem czy przyjdzie.-Na jego słowa zrobiło mi się przykro. Zabolało mnie to, że Kamil się nie zjawił. Ale nie mogłam mu mieć tego za złe. Za dużo się ostatnio działo. Zarezerwowałam kilka stolików z alkoholem, dzięki czemu pub niemal w całości był nasz.
-Zdrowie moje pięknej dziewczyny!-Zawołał Maciek, po czym ucałował w usta. Wszyscy zaczęli mi śpiewać "100 lat" i inne urodzinowe piosenki. A ja coraz bardziej piłam. Zresztą, nie tylko ja. Każdy. Ale mi tego było bardzo potrzeba. Dawno chciałam się upić, za dużo się ostatnio działo. Musiałam wreszcie jakoś odreagować. Kaśka i Marta oczywiście o wszystkim wiedziały. I w tej chwili same nalewały mi alkoholu do kubka. Kiedy byłam nieco wstawiona, ktoś zjawił się w naszym gronie.
-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.-Usłyszałam głos Kamila. Było mi bardzo miło, że jednak zdecydował się przyjść. Nie był trzeźwy, więc musiał nieco wypić sam. Podziękowałam mu, po czym Maciek porwał mnie do tańca.

_____________
Hej :)
A więc, wszystko jasne!
Od razu wyjaśniam. Nie wiem do końca, czy torbiele mają takie objawy, jakie pojawiły się tutaj.
Nie jestem lekarzem :)
Jednak to moje opowiadanie, w który cały świat jest przeze mnie wymyślony :)
I przepraszam, że rozdział jest nieco chaotyczny. Ale pisałam go w pośpiechu :)

czwartek, 13 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ XXI

Trzy dni później spotkaliśmy się pod budynkiem COSu. Mieliśmy stamtąd wyjechać na kolejne zawody Pucharu Świata. Następnym przystankiem było niemieckie Klingenthal. Wszyscy stawili się punktualnie o godzinie 9. Maciek natychmiast do mnie podleciał. Gdy go widziałam od razu czułam ogromne poczucie winy. Starałam się zachowywać normalne, jednak i on widział, że coś jest nie tak. Tłumaczyłam wszystko złym samopoczuciem, co w sumie było prawdą. Wszystkie symptomy nadal się mnie trzymały. Niestety. Już mi sto razy kazał iść do lekarza. I zamierzałam to zrobić. Jednak odwołałam wizytę, na którą umówił mnie kilka dni temu Kamil. W końcu teraz nie potrzebowałam internisty, a ginekologa. Już się zapisałam do kobietki, zaraz po powrocie do kraju. Powiedziałam Kotowi, że tego dnia idę się zbadać. Jeżeli potwierdzi ciążę, czego się spodziewałam, będę musiała mu przecież o tym powiedzieć. Był na mnie zły, że dopiero teraz się zdecydowałam na zbadanie, ale i zarazem się cieszył. Uważał, że to on mnie do tego namówił. I dobrze, niech będzie szczęśliwy. Chociaż jeszcze te kilka dni. Jednak nie umiałam mu prawić jakiś czułości, zbyt było mi go szkoda. Co prawda odwzajemniałam jego buziaki i przytulenia, jednak bardzo szybko je przerywałam. Nie inaczej było też tym razem.
-Cześć, kochanie.-Pocałował mnie na powitanie.
-Cześć.-Szybko przerwałam i jakoś tak mimowolnie spojrzałam smutnym wzrokiem na Kacpra. Zauważyłam, że mi się przygląda. A jego mina? Jego mina pokazywała tak, jakby współczucie. On mi współczuł? Powinien chyba być wkurzony,  że pomimo tego, że prawdopodobnie zaszłam w ciążę z jego bratem, to jestem w związku z innym facetem. Przez jego spojrzenie moje poczucie winy jeszcze bardziej się pogłębiło, przez co aż spuściłam głowę. Chyba wiedział, że nie czuję się w swojej sytuacji najlepiej. Zresztą, chyba nikt by się nie czuł komfortowo. Biłam się ciągle z myślami, co mam zrobić jeśli rzeczywiście spodziewam się dziecka. Jedno było pewne. Nie zamierzałam ograniczać Kamilowi z nim kontaktu. Bądź co bądź, był jego ojcem. A nie chciałam oszukiwać własnego dziecka. Od dawna wiedziałam, że Skrobot na pewno byłby dobrym tatą. Może i zawiódł jako partner, ale miał chrześniaka i w ogóle częsty kontakt z maluchami, które zresztą lubił. Więc swoje tym bardziej bardzo mocno by pokochał. Jedynie to, że dziecko wychowywaliby rodzice, którzy nie są razem. Tego też byłam pewna. Ale myślę, że i w takiej sytuacji zrobilibyśmy wszystko, aby nasze maleństwo było szczęśliwe. Tylko co z Maćkiem? Nie chciałam go tracić. Ale jeżeli mnie wtedy rzuci, to nie mogłabym mieć o to do niego pretensji. Już od dawna coś między nami iskrzyło. Co prawda, długo nic konkretnego się nie zdarzyło, a on ciągle mnie odrzucał, ale jednak cały czas mieliśmy się ku sobie. Zakochiwałam się w nim, a pomimo tego wylądowałam w łóżku z Kamilem. Byłam taka mądra, to teraz mam za swoje... Rzadko kiedy facet chciał być z kobietą, która miała dziecko. A co dopiero, gdy się go właśnie spodziewała. Nagle podszedł do nas Stefan i poprosił, abyśmy wszyscy przenieśli sprzęt do busa. Chwyciłam za dwa kombinezony, które zaraz zostały mi wyrwane z rąk przez Kacpra.
-Ty lepiej nie dźwigaj.-Powiedział szeptem, lekko się przy tym uśmiechając.
-Kacper...-Zawołałam za nim, po czym się upewniłam, że nie ma nikogo zbyt blisko nas.-Proszę Cię... Nie mów nikomu o... no wiesz o czym...
-Jasne.-Poklepał mnie po ramieniu.
-Zwłaszcza Maćkowi...-Szeptałam dalej.
-Kochasz go?
-Tak.-Odpowiedziałam bez zastanowienia.
-Przykro mi, że mój brat poraz kolejny pieprzy Ci życie.-Myślałam, że się przesłyszałam. To on był po mojej stronie, nawet w aktualnej sytuacji? Byłam tym bardzo zdziwiona.
-Nie, nie. Tym razem mi nie pieprzy życia. Sam nie zrobił mi dziecka.
 Do tanga trzeba dwojga. A przecież mnie do tego i nie zmusił.-Spojrzałam na niego smutno.
-Wiem. Ale myślałem, że może myślisz nieco inaczej. Ale cieszę się, że właśnie tak na to patrzysz.-Przytulił mnie gdy jeszcze nikogo nie było, uśmiechnął się do mnie po czym odszedł z kombinezonami do busa.
Strasznie bałam się tej podróży. Miała trwać ok 7h, a w każdej chwili mogłam się źle poczuć. Jechałam razem z Maćkiem, Piotrkiem, Jankiem, Kacprem, Dawidem i Kamilem Stochem. O dziwo, pomimo głośnego zachowania chłopaków, zasnęłam jak zabita. Ostatnim czasem spałam bardzo dużo godzin. Kot obudził mnie, gdy byliśmy na miejscu. Niemcy zakwaterowali nas w bardzo ładnym hotelu. O dziwo, nie dostałam samotnego pokoju. Tym razem dzieliłam go z Kacprem. Nie miałam nic przeciwko niemu, ale w innych okolicznościach błagałabym o mieszkanie z Maćkiem. Jednak teraz to było najlepsze z możliwych rozwiązań. Przynajmniej nie musiałam nic udawać. Widziałam, że martwił się o mnie. Razem ze wszystkimi zeszliśmy na kolację. Kot od razu zaproponował mi jakiś spacer, randkę. Ale marzyłam jedynie o położeniu się w łóżku. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak mnie bolał taki mój stosunek do niego. Zdawałam sobie sprawę, że ranię go robiąc dystans. Tyle, że czułam do siebie obrzydzenie tym, że mogę mu zrobić za kilka dni krzywdę, choć tego nie chciałam. Dlatego też poprosiłam, by nie przychodził dzisiaj do mnie. Nie zgodził się, bardzo się martwił i chciał się mną zaopiekować. Ale oznajmiłam mu, że zamierzam od razu iść spać. Po powrocie do pokoju od razu poszłam pod prysznic. Gorąca woda była cudowna. Nawet nie wiem, czy taką kąpiel zalecano kobietom w ciąży, ale tego potrzebowałam. Kiedy wyszłam z łazienki zauważyłam, że wrócił już Kacper. Chciał od razu ze mną pogadać o tym, że nieco oszukamy trenerów i on przejmie część moich obowiązków. Oczywiście nie zgodziłam się na tę propozycję, ale nie chciał o tym słyszeć. Chyba nie miałam wyboru.
Na drugi dzień czekało nas masę pracy. Kwalifikacje. Wszystko wyglądało tak, jak w Ruce. Naszym udało się zakwalifikować w składzie 6-cio osobowym. Więc na wieczór potrzebna jest jakaś regeneracja. W sobotę miał się odbyć pierwszy w sezonie konkurs drużynowy. Nie odczuwaliśmy jakiś większych nerwów, zachowaliśmy pełną profeskę. A konkurs wypadł wręcz cudownie! Gdy Maciek wylądował po swoim drugim skoku, wraz z Kacprem i Łukaszem wpadliśmy w euforię. Pierwsza drużynowa wygrana w historii! Coś niesamowitego! Wtedy poczuliśmy te ogromne emocje. Nie mogłam nie pogratulować mojemu chłopakowi. Wpadłam w jego ramiona i ucałowałam najmocniej, jak potrafiłam. Byłam z niego taka dumna! Nie było jednak teraz czasu na przytulania, chłopacy szybko się ubrali, po czym powędrowali na podium. Trener zawołał cały sztab i poszliśmy razem za nimi. Łzy napłynęły mi do oczu, gdy został rozegrany ,,Mazurek Dąbrowskiego". Maciek cały czas się na mnie patrzył. Wieczorem nie było czasu na żadne świętowania. Zawodnicy musieli zregenerować siły na jutrzejszy konkurs indywidualny. Wszyscy padliśmy. Na drugi dzień starałam się być nieco w cieniu. Jednak już z rana w pokoju mi się to kompletnie nie udało.
-Wszystkiego najlepszego Aniu!!!!!-Krzyknął mi do ucha Kacper, jakieś 10 minut przed moim pierwotnym budzikiem.
-Wyłącz budzenie...-Ziewnęłam i zaczęłam udawać, że szukam na jego twarzy wyłącznika.
-Jesteś wreszcie dorosła! Możesz robić wszystko legalnie!-Wołał zadowolony.
-I tak robiłam wszystko!-Zaśmiałam się.-Dziękuję!
Gdy tylko usiadłam na łóżku podleciał i mnie przytulił. Nagle zza pleców wyjął... pluszaka! Wielkiego, mięciutkiego pluszaka.
-Jeju, jaki słodki!-Zaśmiałam się. Jeszcze raz mu podziękowałam, tym razem dając całusa w policzek.
Kiedy wyszliśmy na śniadanie, nagle ktoś mnie porwał w jeden z korytarzy.
-Wszystkiego najlepszego, kochanie!-Usłyszałam z ust Maćka.-A to masz ode mnie.
Podał mi jakiś mały pakunek. Natychmiast go rozwinęłam. Znajdował się w nim uroczy wisiorek z sercem, na którym było wygrawerowane jego imię.
-Nie musiałeś mi nic kupować!-Spojrzałam na niego, po czym ucałowałam go w usta.-Dziękuję Ci.
-Jakoś to dzisiaj wieczorem uczcimy.-Uśmiechnął się.
-Chyba wolałabym nie...-Odpowiedziałam niepewnie.-Jutro wracamy...
-Ania, wszystko w porządku?-Patrzył na mnie zatroskany.
-No jasne. Wiem, przepraszam. Ostatnio zachowuję się dziwnie. Ale ciągle nienajlepiej się czuję...
-Już dawno Ci mówiłem, byś poszła do lekarza!
-Wiem. I wreszcie pójdę.
-Iść z Tobą?
-Nie... Poradzę sobię. Ale dziękuję.-Dałam mu całusa. Musieliśmy już iść na dół. A tam czekał na mnie komitet powitalny. Chłopacy dosłowne chórem zaczęli śpiewać 100 lat, a wszystkie inne ekipy przyglądały się nam z zaciekawieniem. Każdy z nich dodatkowo podszedł do mnie i złożył życzenia. A miałam nadzieję, że moje "święto" uda się jakoś zakamuflować. Jednak przy Maćku i Kacprze nie było to ani trochę możliwe. Musieli rozpowiedzieć całej naszej ekipie. Po posiłku nie mieliśmy czasu na nic innego, jak pracę. Chłopacy mieli jakieś zajęcia z fizjoterapeutą, a my z serwisantem zajęliśmy się sprzętem. Tak jak obiecał, wyręczał mnie niemal we wszystkim. Konkurs poszedł nam całkiem nieźle, Kamil zajął 4 miejsce, Maciek 5. Łączne weszło do drugiej serii pięciu zawodników. Trener był całkiem zadowolony. Kot jedynie coś tam narzekał, ale to akurat normalne. Gdy byłam wieczorem w pokoju, przyszedł do mnie i oznajmił, że dzisiaj muszę przemóc swoje gorsze samopoczucie. Zgodziłam się, po czym szybko ogarnęłam. Nie chciałam, by myślał, że między nami się psuje. Wyszłam razem z nim i Kacprem na miasto. Ciągle rozmawialiśmy o dzisiejszych zawodach. Maciek zaprowadził nas do jakiegoś niemieckiego pubu. Wszyscy już taw siedzieli i popijali piwko.
-No, Ania! Musimy jakoś świętować Twoje urodziny!-Zawołał Kamil.
-Chyba to, że się starzeję!-Zawtórowałam mu.
-Czego się napijesz? Piwko? Drink?-Spytał mnie Maciek.
-Ja za alkohol podziękuję.-Zmieszałam się i wymieniłam z Kacprem porozumiewawcze spojrzenia.
-Oh, daj spokój. Najwyżej się wyżygasz.-Krzyknął Piotrek. Jak zwykle, co miał w głowie to i na języku.
-Naprawdę, nie tym razem. Może następnym...-Byłam w okropnej sytuacji. Musiałam zrezygnować z alkoholu na własnej osiemnastce!
-Ania, daj spokój! Musisz wypić. Chociaż udawaj, że to pierwszy raz.
-Nie widzicie, że się nadal gorzej czuje?-Wtrącił Skrobot. Spojrzałam na niego tak, jakbym mu dziękowała
-Osiemnastka jest tylko raz w życiu!-Namawiał tym razem Dawid.
-Wiem, ale wypiję soczek.-Uśmiechnęłam się, po czym skierowałam do baru. Dzisiaj czułam się jakoś w miarę dobrze, więc nasza posiadówka jak najbardziej się udała. Cały czas się śmialiśmy. Każdy, poza Kacprem, namawiał mnie dalej na alkohol i wypicie toastu. Nawet nie wiedzieli, jaką miałam ochotę się napić od kilku dni. To wszystko mnie przerastało. Jednak procenty mogły zaszkodzić dziecku. Bałam się, ale zaczynałam coraz intensywniej o nim myśleć. I o tym, co mogę jeść i robić, a czego nie. A przecież dopiero miałam iść do lekarza. Z chłopakami siedzieliśmy do późna. Kiedy wyszłam do łazienki rozdzwonił się mój telefon.
-Halo?-Odebrałam.
-Hej.-Usłyszałam głos Kamila.-Chciałem Ci złożyć życzenia. Wszystkiego najlepszego, Aniu. Abyś była... szczęśliwa.
-Dziękuję Ci.-Spoważniałam.
-Pewnie teraz świętujecie z chłopakami.-Zaśmiał się.
-Siedzimy sobie. Namawiają mnie cały czas na to świętowanie, ale cóż...-Urwałam na chwilę.-Na pewno się nie ugnę. Nie wypiję.
-Przykro mi. Ale jesteś bardzo rozsądna, dziękuję.-Powiedział smutno.-Jak się czujesz?
-Dzisiaj jakoś trochę lepiej.-Tak się składa, że niemal codziennie pytał się o moje samopoczucie. Widać było, że się bardzo przejął moją ciążą.
-To się cieszę jak tak. We wtorek idziesz do lekarza?
-Tak, pójdę.
-Może... iść z Tobą?-Zawahał się.
-Nie... Chcę iść sama. Ale... dziękuję za propozycję.-Kolejna osoba, która chciała ze mną iść!
-Nie ma sprawy.
-Kamil, przepraszam Cię, ale muszę kończyć.
-Jasne. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.
-Dziękuję.-Uśmiechnęłam się blado sama do siebie. Niedługo później wróciłam do chłopaków, którzy byli już nieco wstawieni. Usiadłam na kolanach Maćka i ucałowałam go w usta.

czwartek, 6 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ XX

Po powrocie do kraju nie było mowy o żadnym odpoczynku. Sezon dopiero się zaczynał, chłopacy musieli zasuwać jak maszyny. Trener rozpisał im plan treningowy na cały tydzień, do następnych zawodów. Z kolei razem z Kacprem mieliśmy nieco wolnego. Przed sezonem nazbieraliśmy masę nowinek, nowych rozwiązań. Horngacher mocno na nas naciskał. Jednak i teraz nie zamierzaliśmy spocząć na laurach. Podczas ćwiczeń skoczków na siłowni spotkaliśmy się w magazynie w celu pełnej kontroli sprzętu i naniesienia jakiś poprawek. Był razem z nami Kamil. Kadra B za 2tygodnie zaczynała sezon Pucharu Kontynentalnego, więc współpraca była jak najbardziej potrzebna.
-Jesteś bardzo blada.-Oznajmił mój były na powitanie.
-Co, nie podobam Ci się?-Spytałam z przekąsem.
-Nie o to chodzi... Wszystko w porządku?
-Tak.-Odpowiedziałam krótko.
-Byłaś u lekarza?-Spytał Kacper.
-Nie ma takiej potrzeby.
-Przecież widzę. A już w Finlandii źle się czułaś. Maciek Cię do niego nie wysłał?
-Ciągle próbował, ale mu się nie udało.
-Może Cię zawieźć?-Spytał Kamil.
-Dajcie spokój.-Wkurzyłam się.-Zajmijmy się robotą!
Obydwoje spojrzeli na siebie wymownie, jednak przestali drążyć temat. Mieliśmy dużo pracy, a chciałam ją jak najszybciej skończyć. Niektórzy skoczkowie zgłosili kilka uwag odnośnie kombinezonu i wiązań, więc musieliśmy to sprawdzić i poprawić. Zajęło nam to sporo czasu, ale w końcu się udało. Gdy już wszystko zrobiliśmy, a sprzęt spakowaliśmy, nagle zakręciło mi się dosyć mocno w głowie. Chłopacy w ostatniej chwili złapali mnie za ręce.
-Dzwoń do lekarza.-Nakazał bratu Kacper.
-Nic mi nie jest.
-Ania, zamknij się.-Zawołał Kamil wybierając numer.
-Zbada Cię, da leki i będzie dobrze.-Pocieszał mnie starszy Skrobot.
-Niestety, lekarz ma wolny termin dopiero za dwa dni. Ale Cię zapisałem.-Oznajmił mój były.
-Wytrzymam. Już mi lepiej.-Uwolniłam się z ich rąk.
-Ale teraz chodź do nas. Mamy stąd rzut beretem, damy Ci wodę i jakieś leki.-Kamil mówił do mnie zatroskanym głosem. Jednak przystanęłam na ich propozycję. Gdy byliśmy w jego aucie, do Kacpra zadzwoniła Magda. Okazało się, że ma być w ich mieszkaniu za 5minut. Spotkaliśmy ją dosłownie wchodząc na klatkę schodową.  Gdy weszliśmy do środka, usiałam na kanapie i przyciągnęłam kolana do brody. Kamil przyniósł mi wodę, a Kacper zaczął robić herbatę.
-Macie może jakiś ibuprom? Brzuch zaczął mnie coś boleć.-Wymamrotałam.
-Jasne.-Kamil przyniósł mi jakąś tabletkę.
-Od kiedy w zasadzie się gorzej czujesz?-Spytała Magda siadając obok mnie.
-Od kilku dni. Jakoś tak tuż przed wyjazdem do Finlandii.
-Może się po prostu przeziębiłaś.
-Może... ale chyba raczej czymś się zatrułam. I to dość solidnie
-A co Ci w zasadzie jest? Jakie dolegliwości?
-Co jakiś czas kręci mi się w głowie, wymiotuję. Czuję się zmęczona. Jeszcze teraz ten brzuch. To przemęczenie.-Wymieniałam beznamiętnie.
-Aaa... nie bolą Cie piersi?-Na jej pytanie aż uniosłam brwi.
-Magda!-Skarcił ją Kacper.
-Pytam poważnie. Bolą?
-Tak trochę. A co?-Miałam już nieco mocniejszy głos.
-Ania, kiedy miałaś ostatnio miesiączkę?-Wtedy spojrzałam na nią przerażona.
-Podaj mi, proszę telefon.-Poprosiłam Kamila, który siedział po mojej drugiej stronie. Jakoś tego nigdy nie liczyłam, ale miałam od tego aplikację. Przełknęłam ślinę.
-Powinnam dostać tydzień temu, ale nie dostałam...-Patrzyłam na nią coraz większymi oczami, a moje serce zaczęło przyspieszać. Zaczynałam rozumieć co ma na myśli, ale nie chciałam tego przyjąć do wiadomości.
-Dziewczyny, do czego Wy zmierzacie?-Spytał Kacper. Faceci... widać, że nic nie zrozumieli.
-Sorki, że o to spytam...-Jego narzeczona nadal ciągnęła, tym razem spojrzała na mojego byłego.-Kiedy się ze sobą przespaliście?
-Jakieś 3tygodnie temu.-Odpowiedział jej Kamil.-Magda, do czego Ty zmierzasz?
-Myślę, że Ania może być w ciąży. Z Tobą.
-W... w ciąży?-Kamil nie dowierzał.
-A zabezpieczyliście się?-Na jej pytanie łzy napłynęły mi do oczu, jednak próbowałam je powstrzymać.
-Ania zawsze brała pigułki.-Odpowiedział nieco spokojniej, tak jakby odetchnął. Ale na próżno... Wolnym ruchem obróciłam głowę w jego stronę i nią zaprzeczyłam.
-Dwa miesiące temu musiałam je odstawić...-Mówiłam łamanym głosem. Kamil zasłonił wtedy twarz rękoma. Zrobiłam dokładnie tak samo.
-A ja nie miałem gumek... Szlag by to trafił!!! Ale objawy byłyby tak szybko?
-Wiesz... każdy organizm jest inny. Jedne kobiety mają objawy później, niektóre potrafią już coś czuć po tygodniu. A inne jeszcze przez kilka miesięcy potrafią mieć krwawienie, które biorą za okres. A potem okazuje się, że są w ciąży.-Oznajmiła dziewczyna jego brata.
-Więc to możliwe...
-Kochanie, spokojnie.-Magda przysunęła się do mnie i złapała za rękę.-Musisz zrobić test.
-Nie chcę...
-Musisz się dowiedzieć... Poczekajcie tutaj. Pójdę do apteki.
Po tych słowach usłyszałam, jak się ubiera i wychodzi. Cały czas siedziałam otępiała. Nie mogłam być w ciąży. Nie... Kamil przybliżył się do mnie. Spojrzałam na niego zszokowana. Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. Widać było, że i do niego chyba też nic nie docierało. Jednak przytulił mnie z całej siły. A teraz potrzebowałam wsparcia. Kacper siedział naprzeciwko nas kompletnie się nie odzywając. Jedynie miał kamienną twarz. I dobrze, nie chciałam teraz z nikim rozmawiać. Magda uwinęła się bardzo szybko, po kilku minutach była już z powrotem.
-Chodź...-Złapała mnie za rękę i zaprowadziła do łazienki. Chłopacy poszli za nami, jednak zostali pod drzwiami. Magdę też poprosiłam, by wyszła. Kiedy rozpakowywałam test, ręce drżały mi niemiłosiernie. Przeczytałam dokładnie instrukcję, po czym zaczęłam postępować z nią krok po kroku. Gdy było już po wszystkim bez żadnego słowa otworzyłam drzwi, a sama usiadłam na płytkach pomiędzy sedesem i pralką.
-I co?-Spytał wyraźnie poruszony Kamil.
-Za 5 minut powinien być wynik.-Na moje słowa ukucnął przy mnie i złapał mnie za rękę.-Popatrz jaki paradoks... gdy byliśmy razem, kochaliśmy się bardzo często. A jakoś nigdy nie było podejrzenia o ciążę... A teraz, gdy nie jesteśmy razem...
-Może i byliśmy młodsi, ale za to na pewno mądrzejsi.
-I to zdecydowanie mądrzejsi...-Cały czas mówiłam beznamiętnym tonem.
-Chyba jest już wynik...-Oznajmiła Magda, po czym pokazała nam test. Moje serce stanęło. Przez chwilę nie czułam kompletnie nic. Jednak po chwili poczułam jak łzy coraz bardziej płyną mi po policzku. Dwie kreski.
-Co to oznacza?-Spytał Kamil.
-Według tego testu...-Zaczęła Magda, jednak jej przerwałam.
-Według tego testu będziemy mieli dziecko.-Przyciągnęłam kolana do brody, a twarz ukryłam w dłoniach. Płakałam coraz mocniej.
-Poradzimy sobie.-Poczułam ręce Kamila na swoich nadgarstkach.
-Tak?-Spojrzałam na niego.-Dopiero MAM SKOŃCZYĆ 18 LAT!
-Teraz dużo młodych zostaje matkami...-Wtrącił Kacper. Jednak przestał, gdy zobaczył mój wzrok, którym chciałam go zabić.
-Na pewno Cię z tym nie zostawię.-Kamil patrzył w moje mokre od łez oczy.
-A co ja mam powiedzieć Maćkowi? Wreszcie zaczęło się wszystko po mału układać, a teraz to...
-A on wie, co między Wami zaszło?-Na pytanie Magdy zaprzeczyłam głową.-Ania, test jeszcze nic nie oznacza. Na razie nic mu nie mów, dopóki nie będziesz miała potwierdzenia od lekarza.
-Nic nie oznacza?-Powtórzyłam przez łzy.-Dzisiejsze testy są dużo lepsze, niż kiedyś.
-Ale i tak coś mogło zafałszować wynik. A nawet jeśli to... przecież jest jeszcze jedna opcja.
-Niby jaka. Co, będę przez 9 miesięcy chodzić w worku mając nadzieję, że nie zauważy? A potem powiem ups, coś wypadło?-Zadrwiłam.
-Nie. Aborcja.-Na jej słowa aż się zerwałam na równe nogi.
-Słucham?-Spytałam nie dowierzając.
-Dobrze usłyszałaś. Jeśli nie chcesz tego dziecka, to jest aborcja. Nielegalna, ale da się załatwić.
-Chyba się przesłyszałam. Miałabym zabić własne dziecko?!-Niemal krzyknęłam.-Może jestem lekkomyślna i głupia, ale nigdy tego nie zrobię!-Aż złapałam się za brzuch, jakbym chciała już je bronić.
-Magda, przesadziłaś...-Powiedział Kamil.
-Spokojnie. Ja też tego nie popieram, ale mówię jedynie, że jest przecież taka opcja.-Położyła mi rękę na ramieniu.-Idź do lekarza, dopiero gdy cię w tym potwierdzi myśl o Maćku. Dopóki nie będziesz znała wyniku zachowuj się normalnie.
-Nie wiem, czy potrafię.-Kamil przytulił mnie do siebie, a ja położyłam mu głowę na ramieniu.

______
Tamten rozdział był wyjątkowo krótki, więc już wstawiam nowy 😊
Mam się bać? 😜😜

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ XIX

Dzisiaj był jak dla mnie sądny dzień. Wyjeżdżaliśmy na pierwsze zawody Pucharu Świata w tym sezonie. Moje serce łomotało niemiłosiernie. Jeszcze od samego rana czułam się słabo, nawet wylądowałamw toalecie wymiotując. Co za nerwy... Bałam się, co to będzie w samolocie. Na lotnisko w Krakowie-Balicach przyjechaliśmy w godzinach porannych. Wszystkie bilety i przejazd fundował PZN. Nadal nie czułam się najlepiej, ale jakoś wsiadłam na pokład. Miałam miejsca obok Maćka i Piotrka. Jednak Kot widząc mój stan, zamienił się ze mną siedzeniem, ponieważ on miał miejscówkę koło okna. Przytuliłam się do niego i jakimś cudem udało mi się zasnąć. Po ok 2h wylądowaliśmy w Helsinkach, gdzie czekała nas przesiadka na samolot do Kuusamo. Wreszcie po kilku godzinach tułaczki znaleźliśmy się w hotelu w Ruce. Miałam sama pokój. Jak najszybciej się dało umyłam się i położyłam do łóżka.
Od rana znowu nie czułam się najlepiej. Nieco kręciło mi się w głowie, nawet wylądowałam ponownie nad ubikacją. Te nerwy mnie kiedyś zjedzą. Nie dałam rady nawet zjeść kromki chleba, chociaż koniec końców Maciek to na mnie wymusił. Na początku w planie mieliśmy trening na siłowni. Na szczęście razem z Kacprem w tej chwili mieliśmy wolne, więc mój niedoszły szwagier chciał mi pokazać Rukę i Kuusamo. Bardzo chętnie przystanęłam na jego propozycję, akurat poczułam się jakoś lepiej.  Nie da się ukryć, że obie miejscowości były bardzo piękne. W Finlandii panowała kompletna zima. Po ulicach chodziło nawet paru świętych Mikołajów! Nie mogłam nie zrobić chociaż z jednym zdjęcia. Zaraz później Skrobot musiał jechać na skocznię. Za 2h zaczynały się serie treningowe, a następnie kwalifikacje. Ja przyjechałam razem z chłopakami. Na szczęście udało im się pomyślnie zakwalifikować. Wieczorem zjadłam kolację, po czym wybrałam się z Maćkiem na spacer. Czułam się przy nim taka szczęśliwa, chodziliśmy za rękę. Przytuleni. Jednak nasze chodzenie długo nie trwało, musieliśmy się w końcu wyspać. Kolejny dzień nie zaczął się nieco lepiej, niż poprzedni. Nadal czułam się słabo, ale już nie aż tak.  Widocznie mi przechodziło. Dzisiaj był pierwszy dzień zawodów, więc było kupę roboty. Cały czas donosiłam sprzęt Kacprowi. On montował buty, wiązania i narty, ja zajmowałam się resztą stroju. Udało się nieco ponaciągać przepisy, ale nie byliśmy jedyną ekipą, która to robiła. Byleby przejść pomyślnie przez kontrolę.  Chłopacy byli profesjonalistami, przed zawodami skupieni jak nigdy. Latałam od nich do serwismena, i tak w kółko. Pierwszy konkurs skończył się... dziwnie. Byłam bardzo szczęśliwa, Maciek zajął 5miejsce. Natomiast reszta wystąpiła poniżej oczekiwań. W drugim konkursie Kot ponownie był najlepszym z Polaków. Byłam z niego dumna!
-Gratuluję, kochanie!-Powiedziałam całując go, gdy całą grupą poszliśmy na piwo po zawodach. Nie obeszło się też bez analizy nawet w czasie wolnym. Jakby nie umieli żyć bez niczego innego. Do nas dosiedli się też Niemcy. Wszyscy mi się przedstawili, byli bardzo uprzejmi. Maciek natychmiast zaczął rozmawiać z Eisenbichlerem i Wellingerem. Ale już nieraz mi wspominał, że to są jego jedni z najlepszych kolegów z zagranicznych ekip. Wiedziałam, że Kot zna doskonale niemiecki, ale specjalnie dla mnie przeszedł na angielski. Wydawali się bardzo w porządku. Z naszych jako pierwszy wrócił do pokoju Kamil Stoch i Stefan Hula. Jednak i ja czułam, że dlugo już nie wysiedzę.
-Kochanie, źle się czuję. Będę wracać.-Oznajmiłam Maćkowi dalej po angielsku. Nie chciałam być niekulturalna względem jego niemieckich przyjaciół.
-Odprowadzę Cię.-Wstał za mną.
-Nie, zostań.-Przytrzymałam go ręką.-Dawno się nie widzieliście, pogadajcie.
-Na pewno?
-Tak. Dobranoc.-Ucałowałam go, po czym się oddaliłam. W pokoju natychmiast zwinęłam się na łóżku. Było mi słabo, jednak udało się zasnąć...

_________
Wiem, że rozdział bardzo krótki, ale jest 😊niestety, ale miałam ostatnio bardzo dużo obowiązków.
Jednak obiecuję to nadrobić 😊

sobota, 25 marca 2017

ROZDZIAŁ XVIII

Maciek postarał się również w kwestii obiadu. Wędzony łosoś... pycha! Cały czas nie mogłam się nadziwić jego talentowi kulinarnemu, kompletnie się tego nie spodziewałam. Ok godziny 16 poszłam do internatu. W Morskim Oku mięliśmy się spotkać o 22. Każdy na pewno brał ze sobą jakieś osoby, więc od razu pomyślałam o Marcie i Kasi. Gdy przyszłam do pokoju, wraz z siostrą postanowiłyśmy się zdrzemnąć. W końcu Kot nas obudził jeszcze nie do końca wyspane. A na imprezkę trzeba być w pełnej gotowości. Między 18 a 19 przyszła Kate. Chwilę później zadzwonił do mnie Kacper z pytaniem, czy mogą do nas wpaść z Kamilem i Magdą na tzw beforeparty, ponieważ reszta średnio chciała pić przed wyjściem. Nie miałyśmy z tym żadnego problemu. Chociaż dziewczyny nie były zachwycone, że przyjdzie mój ex, bo od czasu naszego rozstania go jeszcze nie widziały. A na dodatek doskonale wiedziały, co się wydarzyło między nami przed dwoma tygodniami. Wyżej wymieniona trójka przyjechała dosłownie po 5 minutach od telefonu starszego z braci. Na początku atmosfera była nieco napięta, miałam wrażenie, że dziewczyny patrzą spode łba na Kamila. Kochałam je za to, jak ktoś skrzywdzi jedną z nas, to tak, jakby skrzywdził wszystkie. Jednak na szczęście po dwóch drinkach wszystko się rozluźniło. Zrobiło się jedynie dziwnie, gdy chłopacy spostrzegli mój zmieniony tatuaż. Kamil posmutniał, ale kompletnie mnie to nie ruszało. Nieco podpici postanowiliśmy się zaraz zbierać. Ubrałam klasyczną obcisłą małą czarną z długim rękawem i dekoltem. Z racji, że w Zakopanem panowała zima, założyłam do niej długie za kolana kozaki na dosyć wysokim obcasie. Włosy ułożone w grube loki, oczy podkreślone eyelinerem i kredką, a na ustach krwiście czerwona matowa szminka. Widziałam, jak Kamilowi zaświeciły się oczy. Kaśka w sumie wybrała podobny zestaw do mojego, tylko różnił się jedynie tym że miała sukienkę na ramiączkach. Moja siostra ubrała czarne jeansy i jakąś błyszczącą bluzkę. Co prawda, wyszukała z szafy coś dużo bardziej odważnego, jednak stanowczo zabroniłam jej tego nakładać. Wtedy dosłownie wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać, że teraz jestem taką moralistką, a w jej wieku byłam przecież gorsza. Jedynie na to prychnęłam i zaczęłam nakładać kurtkę. Jakieś pół godziny później staliśmy w kolejce do MO. Zauważyłam, że są już wszyscy. Byliśmy bardzo liczną grupą, w końcu szliśmy kadrą A (bez Horngachera, Grześka i Łukasza) i kadrą B (bez Matei i Bachledy), a niemal każdy miał ze sobą partnera. W pewnym momencie zauważyłam, jak macha do mnie uśmiechnięty Maciek. Bez uśmiechu od niechcenia mu odmachałam, po czym odwróciłam się do niego tyłem kompletnie go ignorując. Kaśka natychmiast wyczuła, że jest coś nie tak. Odpowiedziałam jej, że na ten wieczór mam pewien plan. I dzięki niemu zobaczę, jak to z nim naprawdę jest. Uśmiechnęłam się do niej tajemniczo i nic więcej nie powiedziałam. Poza nami i tak stało dużo ludzi. Zapowiadało się na niezłą imprezę, zwłaszcza że sporo z nich była solidnie pijana. Kilka godzin wcześniej chłopacy zarezerwowali dla nas dwie sąsiadujące ze sobą loże. Zrzuciliśmy się na nie. Dzięki temu mieliśmy w ramach ceny po trzy butelki litrowej wódki na jeden stolik. Nie da się ukryć, że pojawienie się skoczków w tym miejscu wzbudziło spore zainteresowanie. A więc hotki bywały tutaj chyba dzień i noc. Największym zainteresowaniem cieszył się Maciek. Czułam się cholernie o nie zazdrosna, chociaż on za bardzo nie dawał do tego powodów. Jednak udało mi się to opanować i kompletnie nie pokazałam tego po sobie. Cały czas się uśmiechałam i bawiłam w najlepsze. Bałam się jedynie co może ze mną zrobić alkohol. Bo raczej pod wpływem i jego i dodatkowo emocji często potrafiłam być agresywna. Jednak potrzebowałam go, by móc wprowadzić w życie swój plan. Jaki paradoks... to, co planowałam zrobić dotychczas nie sprawiało mi żadnej trudności. ŻADNEJ! A gdy chodzi o uczucia musiałam się napić, aby wznieść się ponad samą siebie... Emocje są zdecydowanie przereklamowane. Czemu nie umiem być kompletną znieczulicą? Jest w końcu tyle takich osób i zdecydowanie łatwiej im się żyje. Kot chciał, abym siedziała przy nim. Jednak jedynie spojrzałam na niego i usiadłam pomiędzy Martą i Kaśką. Obok mojej siostry siedział Piotrek z Justyną, dalej Maciek, a przy przyjaciółce Kacper, Magda i Kamil. Chyba zaskoczyłam tym zakopiańczyka, jednak nie zamierzałam nic zmieniać. Jak na tyle osób, to było mało alkoholu. Trunek poszedł szybko. Jednak z racji, że my wcześniej już zaczęliśmy picie, było w sam raz. Chciałam wziąć moje dziewczyny na parkiet, ale w tej chwili podszedł do nas młody chłopak.
-Zatańczysz?-Zwrócił się do mnie. Był przystojny. Uśmiechnęłam się łobuziersko i od razu się zgodziłam. Kusiło mnie, aby spojrzeć na Maćka, ale na szczęście udało mi się powstrzymać. Facet świetnie wywijał, aż myślałam że mi się w głowie zacznie kręcić. Zauważyłam, że do Kate przyszedł jej chłopak. Ustabilizowała się :) Zaraz potem znaleźli się obok. Większość skoczków wzięła z nas przykład. Po jakiś trzech piosenkach spostrzegłam, że ktoś do nas podszedł.
-Odbijany!-Usłyszałam Kamila. Zgodziłam się.
-Chyba możemy zatańczyć?-Spytał przybliżając mnie do siebie.
-W dzisiejszych czasach mało co zobowiązuje.-Uśmiechnęłam się.-I żeby nie było, mówię ogólnie.
-Wyglądasz najładniej ze wszystkich.
-Kamil, rozmawialiśmy o tym...-Spojrzałam na niego wymownie.
-Spokojnie. To było bez żadnego podtekstu. Wyjaśniłaś mi wszystko aż zbyt dobrze. Ale ja też chcę mieć z Tobą dobre relacje.
-To się cieszę z tego powodu. Nawet nie wiesz jak bardzo.-Mówiłam w pełni szczerze.-Jak tam? Podoba Ci się tutaj jakaś?
-Tak nie za bardzo.
Po jakiś dwóch piosenkach Kamil chciał iść do łazienki. Wtedy postanowiłam napić się jakiegoś drinka. Zauważyłam, że przy barze siedzi Maciek wraz z Kubą i Titusem. Cała rozpromieniona specjalnie wcisnęłam się tuż obok niego i zamówiłam sex on the beach.
-Jak tam imprezka?-Spytałam mocno się uśmiechając.
-A bardzo fajnie!-Odpowiedział starszy z braci.
-No mi też się podoba.-Uśmiechnęłam się.
-Ania, pijesz z nami shoty?-Wtrącił Krzysiu.
-No pewnie! Kuba, a gdzie jest Asia?
-A coś się źle czuła. Chciałem z nią zostać, ale kazała mi iść. Zasnęła.
-Ojj... pozdrów ją ode mnie.
-To za co wypijemy?-Spytał rozradowany Maciek podając mi kieliszek.
-Za nas, a za co!-Zawołałam.
-Bardzo dobry pomysł! Za nas!-Zawtórował mi Titus.
-Mmmm dobre!-Delektowałam się.
-Bo ja wybierałem!-Uniósł się dumą młodszy Kot. Po jego zachowaniu stwierdziłam, że muszę się bardziej postarać. W sekundę zlustrowałam całą salę, aż znalazłam swoją ofiarę.
-Wybaczcie panowie, idę na polowanko.-Powiedziałam odchodząc. W ostatniej chwili rzuciłam spojrzenie na Maćka, który na moment przestał się śmiać. Podeszłam do jakiegoś chłopaka i zaczęłam z nim rozmowę, Chwilę później brylowałam z nim na parkiecie. Po jednej piosence jakiś typek mnie odbił. Ale słabo tańczył, więc wybrałam sobie inną ofiarę. Chyba jeden z przystojniejszych facetów na tej imprezie. Nie miałam żadnych oporów, aby do niego podejść. Okazał się świetnym tancerzem. Na tyle dobrym, że tańczyliśmy bardzo długo. W pewnym momencie zaczęło się robić gorąco. Chłopak złapał mnie za szyję i zaczął przyciągać moje wargi do swoich. Kompletnie nie wiedziałam co zrobić. Czy się wycofać, czy brnąć w to dalej. Kiedyś bym nie miała żadnego oporu.
-IDZIEMY.-Nagle ktoś mnie pociągnął za rękę.
-Maciek, oszalałeś???!!!-Wydarłam się za nim i po paru metrach wyrwałam mu swoje ramię.-Co Ty do jasnej cholery wyprawiasz?!
-To nie jest facet dla Ciebie.-Powiedział, gdy był już koło naszych loż. A akurat wszyscy w nich siedzieli.
-Słucham?-Skrzyżowałam ręce na piersiach.
-Myślę, że dobrze słyszałaś.-Odwrócił się w moją stronę.
-A skąd Ty niby wiesz, kto jest dla mnie dobry?
-Bo jestem starszy. Żaden z tych, z którymi dzisiaj tańczyłaś. A ten ostatni w szczególności.
-Czy Ty śledzisz każdy mój ruch?!-Nie kryłam zdenerwowania.
-Nie musiałem tego robić.
-Wiesz co? Dzięki. Odechciało mi się tutaj kompletnie być!!-Krzyknęłam idąc w stronę wyjścia. Szybko ubrałam kurtkę.
-Ania musisz iść?-Usłyszałam Kubę i Kacpra.
-Nie wytrzymam z nim.-Mówiłam ze łzami w oczach.
-Nie wiesz, czemu tak zareagował?-Spojrzał na mnie znacząco starszy Kot.
-Bardzo chciałabym wiedzieć o co mu chodzi. Raz mi gada, że nie chce ze mną być, a potem odstawia cyrki. Sorry, mam dość.
Założeniem mojego planu nie było żadne przedstawienie. Chciałam wzbudzić w nim po prostu zazdrość. Z jednej strony czułam, że się udało, ale z drugiej to nie dało spodziewanego efektu. Szłam przed siebie płacząc.
-Ania, poczekaj !-Gdy to usłyszałam jedynie przyspieszyłam. Niestety, chwilę później ktoś zatarasował mi drogę i złapał mnie za ramiona. Jedynie spojrzałam na niego oczami pełnymi smutku.
-Przepraszam. Uniosłem się. Nie wiem, co mi się stało.-Maciek mówił już spokojniej.
-Może się wreszcie określisz jasno i już tak ostatecznie?-Spytałam drwiącym głosem.
-Określę?-Był zdziwiony. Fakt. Faceci nic nie kumają.
-Najpierw powiedziałeś mi, że nie możemy razem być. Potem robiłeś mi przez telefon ekscesy za to, że po prostu poszłam w góry z Kamilem. Potem znowu mnie od siebie odsunąłeś. A teraz zrobiłeś mi przy wszystkich wielką scenę zazdrości!-Łzy mi dalej leciały po policzku.
-Zazdrości nie...-Na jego słowa jedynie zmroziłam go wzrokiem.
-Proszę bardzo. Tu i teraz. Albo będziemy razem, albo przestaniesz odgrywać takie idiotyczne zachowania.-Dałam mu ultimatum.
-Ania...-Urwał. Zaczął coś kręcić głową, co odczytałam jako "nie". W ułamku sekundy minęłam go i zaczęłam iść dalej. Nie przeszłam nawet pięciu kroków, gdy pociągnął mnie za rękę i pocałował w usta. A więc jednak mój plan okazał się bardzo skuteczny.
_______________
Z racji, że miał to być jeden długi rozdział,
razem z tamtym, to dzisiaj już dodaję drugą część :)
Tadaaaam!
Ale ostrzegam, to jeszcze nie koniec ich perypetii xd
Ale dzisiaj Kamil odpalił rakietę w Planicy !

wtorek, 21 marca 2017

ROZDZIAŁ XVII

W Zakopanem znajdowało się kilka studiów tatuażu. Jednak już swoje trzy zrobiłam w jednym, zaufanym. Pokazał mi je przed laty Kamil. Wykonawstwo było dobre, cena też przystępna. Co prawda, poniżej 18 roku życia nie można było ich robić, jednak nasz wspólny znajomy ugiął dla mnie te przepisy już trzykrotnie. Nie inaczej było też i tym razem. Z Adamem umówiłam się w piątek, zaraz po zajęciach. Pierwszą pensję od PZN miałam już w kieszeni, więc chętnie po nią sięgnęłam.
-Cześć! Miło Cię widzieć!-Powitał mnie z uśmiechem. Albo miałam wrażenie, albo dorobił sobie jeszcze więcej obrazków na ciele. A już miał ich sporo!
-Cześć, dawno się nie widzieliśmy!-Uścisnęłam go.
-A gdzie Kamil? Myślałem, że przyjdziecie razem.
-Rozstaliśmy się rok temu.
-Aa... Nie wiedziałem, przykro mi. Co się stało?
-Po prostu nam nie wyszło. Słuchaj, mam sprawę. Chcę poprawić jeden z tatuaży.-Pokazałam mu prawe przedramię.-Chcę, by góry zostały, jednak aby to wyglądało nieco inaczej. Jakieś cieniowanie, dodanie czegoś...
-Nie podoba Ci się już? Obydwoje byliście wtedy zadowoleni.
-Podoba, ale przydałaby się jakaś zmiana.
-Jesteś tego pewna?
-Dawno nie byłam niczego bardziej pewna.-Uśmiechnęłam się.-Zresztą, góry przecież zostaną, tylko jego koncepcja się nieco zmieni.
To prawda, bardzo tego chciałam. Myślałam o tym już kilka dni, jednak podjęłam tę decyzję. Całkowicie się nie dało, ale chciałam chociaż w pewnym stopniu odciąć się od przeszłości. Cały zabieg trwał kilka dobrych godzin, Jednak kompletnie nic mnie nie bolało. Może to już przyzwyczajenie? Lecz efekt końcowy był świetny. Nadal to wzniesienia były na pierwszym planie, jednak to już nie był jedynie ich zarys. Dużo dodatków sprawiło, że obrazek kompletnie nie przypominał poprzedniego tatuażu. Może i był nieco większy, ale ani trochę mi to nie przeszkadzało. Musiałam teraz przestrzegać jedynie kilku podstawowych reguł i wszystko będzie ładnie. Adam owinął mi przedramię folią spożywczą, po czym mogłam iść do domu. Wieczorem obejrzałam razem z siostrą jakiś film, po czym postanowiłyśmy się położyć.

Z samego rana obudziło nas pukanie do drzwi. Kto nas śmiał wyrywać z krainy Morfeusza?
-Marta... Otwórz te cholerne drzwi!-Zawołałam zaspana.
-Sama je otwórz!
-Jesteś młodsza, ruszaj dupę!
-Jesteś starsza, lepiej rusz swoją zanim całkowicie zerdzewiejesz.
Wygrała. Pomału udałam się w ich kierunku. Kiedy je otworzyłam, bardzo szybko oprzytomniałam, a moje oczy wyszły na wierzch.
-Cześć, spałaś?-U progu znajdował się Maciek.
-Cześć. W nocy się śpi!
-Mogę wejść?-Przez chwilę jeszcze nie umiałam załapać co się dzieje, jednak zaraz wpuściłam go do środka.
-Hej Marta!-Rzucił w kierunku mojej siostry, która sama nie kryła zdumienia. Na jego widok zarumieniłam się, bo byłam kompletnie nie ogarnięta.
-Coś się stało?-Spytałam, gdy usadowił się na moim łóżku.
-Postanowiłem zabrać Cię na śniadanie.
-Fajnie.-Wydusiłam z siebie.-Mogłeś chociaż tak godzinkę później!
-Jest ósma rano!
-W sobotę...-Dodała Marta.
-Zbyt długi sen nie jest zdrowy. Zbieraj się, za 10 minut idziemy.
-Żadne 10 minut! Muszę umyć głowę, wysuszyć ją i sama się umalować!-Skrzyżowałam ręce na piersiach.
-Ooo matko. Fakt, jesteś kobietą.-Odpowiedział z przekąsem. Wysłałam mu jedynie zmrożone spojrzenie, po czym sięgnęłam po kosmetyczkę, jakieś ubrania i wyszłam do łazienki. Kompletnie mnie zaskoczył, czułam coraz większe podekscytowanie. Starałam się jak najszybciej uwinąć, jednak to nie było wcale takie łatwe. W końcu, chciałam też i wyglądać jak najlepiej. Minęło trochę czasu, zanim się ogarnęłam,
-Wezmę tylko jakąś bluzę, kurtka i jestem gotowa.
-Co Ty masz na ręku?-Spytał Maciek łapiąc mój nadgarstek.
-Folię. Nie mogę moczyć póki co, więc zakładam ją do styczności z wodą.
-Czego nie możesz moczyć?-Spojrzałam na niego, po czym odwinęłam przedramię.
-Nie chciałam usuwać tamtego tatuażu, więc postanowiłam go po prostu delikatnie przerobić. By nie mieć takiego samego, jak Kamil...
-Wygląda bardzo ładnie.-Maciek nie krył zadowolenia, nagle cały rozpromieniał.
-Mi się też podoba.-Uśmiechnęłam się do niego. Wtedy znalazłam jeansową bluzę, ubrałam kurtkę i buty, więc mogliśmy iść. Byłam pewna, że zabiera mnie do jakiejś knajpy na Krupówkach. Zdziwiłam się więc, że podjechaliśmy pod jego dom. Wchodząc do środka zauważyłam, że nikogo w nim nie ma. Maciek zabrał ode mnie kurtkę, po czym zaprowadził do jadalni. Moim oczom ukazał się syto zastawiony stół. Miałam aż wrażenie, że przyszłam do niego na śniadanie wielkanocne. Jajka, sałatki, a nawet łosoś!
-Sam to wszystko zrobiłes?-Wydusiłam z siebie.
-Sam!-Zabrzmiał dumnie.
-Ale... o której Ty musiałeś wstać?-Spojrzałam na niego niedowierzając.
-Wczoraj wieczorem trochę mi się nudziło...-Uśmiechnął się nieśmiało. Robił to uroczo.-Nie podoba Ci się?
-Nie! Podoba! I to jeszcze jak...
-Usiądź proszę.-Odsunął dla mnie krzesło, na które usiadłam. Zaproponował herbatę, po czym zasiedliśmy do uczty. Była wyborna, nie sądziłam że jest takim świetnym kucharzem! Gdy już nie dawaliśmy rady, wyniósł brudne naczynia, wstawił wodę na kawę i przyniósł ciasto. Byłam pod ogromnym wrażeniem, bo ono też nie smakowało na kupne. Poszliśmy w końcu na kanapę, by przestać wciągać brzuch.
-To było pyszne!
-Cieszę się, że Ci smakowało.-Uśmiechnął się.
-Tak bardzo się postarałeś...
-Dla przyjaciół wszystko!-Na jego odpowiedź zrobiło mi się przykro. Spuściłam smutno głowę, jednak po chwili zrobiłam dobrą minę do złej gry.
-Agnieszka się do mnie ostatnio odzywała.-Powiedział chłodno, a ja poczułam ukłucie w sercu.
-Czego chciała?-Odpowiedziałam cierpko.
-Że żałuje i chce do mnie wrócić.
-Nadal ją kochasz...
-Nie, nie kocham.-Spojrzał mi w oczy. Jego wzrok mnie tak zahipnotyzował, że się do niego przysunęłam, przybliżając się do jego warg. Niestety, ale się ode mnie odsunął. Bałam się, że dokonałam złego wyboru. Czułam, że naprawdę interesuje go jedynie przyjaźń. A mi to nie odpowiadało. Jednak znowu się uśmiechnęłam i zaczęłam gadać o głupotach. W pewnym momencie ktoś do niego zadzwonił. Był to Piotrek. Z racji, że za tydzień rozpoczynał się Puchar Świata,  chłopcy chcieli się nieco rozerwać, więc organizowali wieczorem wypad do MO. Zauważyłam, że i do mnie dzwonili. Bez namysłu obydwoje przystanęliśmy na ich ofertę. U Maćka zostałam jeszcze na obiedzie. Zastanawiałam się, czy to dobry pomysł, jednak moje uczucia wzięły górą.

_________
Miałam dodać dłuższą wersję za kilka dni,
jednak postanowiłam pierwotny rozdział podzielić na dwa :) 

sobota, 18 marca 2017

ROZDZIAŁ XVI

Siedziałam na łóżku z laptopem i oglądałam kolejną część ,,Piły". Byłam młoda, ale jak ja lubiłam horrory! Akurat się zaczynał, z brzucha człowieka wiszącego na wystawie sklepowej poleciały jelita. Obrzydliwe, ale kochałam jatki. W tej chwili usłyszałam pukanie do pokoju.
-Proszę!-Zawołałam robiąc przerwę. Kto mi śmiał w tej chwili przeszkadzać?! Zdenerwowałam się.
-Hej!-Zza drzwi wyskoczyła mi znajoma twarz. Na jej widok serce natychmiast mi przyspieszyło.
-Kamil!-Uśmiechnęłam się od ucha do ucha, a moje wcześniejsze poirytowanie zniknęło bez pamięci.
-Co tam robaczku?-Uwielbiał tak na mnie mówić. Chwilę później leżał już obok mnie.
-A jakieś nudy, więc sobie ,,Piłę" włączyłam.
-Klasyk! Ale to chyba od lat 18!-Zaśmiał się.
-Brakuje mi tylko trzech!-Pokazałam mu język. Ale doskonale zdawałam sobie sprawę, że wyglądałam nie na swój wiek, a na te wymowne 18. Kamil w tej chwili się zmieszał.-Co się stało?
-Ania, musimy pogadać...-Zaczął poważnie, jak nigdy. A znałam go już jakieś 3 miesiące, i to dosyć intensywnie. Odkąd moja mama i jego zaczęły razem pracować i się kumplować, my również się zaprzyjaźniliśmy. A od czasu mojej przeprowadzki do Zakopanego widywaliśmy się bardzo regularnie. Imponowało mi, że zadaję się z kimś o 7 lat starszym. Staruch z niego!
-Mam się już bać?-Przestraszyłam się.
-Nie wiem... Słuchaj...-Przerwał i na chwilę się zamyślił, więc nie zamierzałam mu przerywać.-Jezu... nie wiem jak Ci to powiedzieć. Już od dawna próbuję..
-Tylko spokojnie...-Uśmiechnęłam się lekko, a dłonią odgarnęłam mu włosy z policzka. Wtedy on się do niej przytulił, na co się bardzo zdziwiłam. Moje serce przyspieszyło, a myślałam, że to już niemożliwe.
-Ania... zależy mi na Tobie.-Spojrzał mi prosto w oczy.
-Przecież wiem! Już się troszkę kumplujemy.
-Ale nie w takim sensie! Pieprzone friendzone...-Na te słowa zdrętwiałam. Nie, to się nie działo naprawdę...
-Tobie? Na mnie?-Spytałam nie dowierzając.-Przecież mam tylko 15 lat, a Ty...
-Wiem...-Przerwał mi.-Sporo nas dzieli... Ale nic nie mogę na to poradzić. Jednak, jeżeli Tobie to przeszkadza, a zwłaszcza gdy po prostu nie chcesz...
-Nie!-Niemalże krzyknęłam. Nawet nie wiedział, że od dawna się w nim kochałam.-Kompletnie mi nie przeszkadza. I chcę...
Wtedy spojrzał mi jeszcze raz w oczy, jakby był w szoku. Uśmiechałam się do niego od ucha do ucha, cały czas jeżdżąc dłonią po jego twarzy. Kamil się podniósł na łokciu, chwycił mnie za policzek i po nim przejechał. Chwilę później przysunął się do mnie, zbliżając swoje wargi do moich. Byłam najszczęśliwsza na całym świecie

...

Lot z Krakowa do Wiednia miałam o godzinie 6 rano. Jedyny bezpośredni. Na lotnisku byłam już 3 godziny wcześniej. Na szczęście, nie było żadnych opóźnień, ani innych problemów. Cały czas nie mogłam się doczekać, kiedy będę na miejscu. Ze stolicy Austrii czekała mnie jeszcze ok 3 godzinna podróż do Ramsau. Jednak to nie miało najmniejszego znaczenia. Zza okna rozprowadzał się piękny widok na Alpy. Znowu musimy się na nie wybrać, będzie cudownie! Do hotelu niemalże wbiegłam razem z walizką. Nie wiem jakim cudem recepcjonistka mi uwierzyła. Powiedziałam, że jestem dziewczyną Kamila i miałam do niego dojechać. Dodałam, że jego kumpel z pokoju miał się dzisiaj wynieść, a my chcieliśmy przedłużyć ten czas. On tak naprawdę nic nie wiedział o mojej wizycie. Ale za to ja byłam poinformowana, że zaraz po zgrupowaniu kadry B ma tydzień wolnego. Postanowiłam przyjechać, byśmy mogli spędzić tutaj trochę czasu razem. Nawet udało mi się od recepcjonistki wyciągnąć kartę do jego pokoju! Ależ mieli tutaj słabe zabezpieczenia. Natychmiast poleciałam na górę w poszukiwaniu jego lokum. Pokój 415 znajdował się na trzecim piętrze. Z niecierpliwością wkładałam kartę do czytnika.
-Niespodzianka!-Zawołałam wchodząc do środka. I wtedy mnie zmroziło.
-Ania??!! Co Ty tutaj robisz?!-Usłyszałam zszokowanego Kamila. Leżał w łóżku, a obok niego znajdowała się ruda dziewczyna. Widać, że byli nadzy. Patrzył na mnie nie dowierzając, po czym szybko zaczął się ubierać pod kołdrą. Laska robiła dokładnie to samo.
-Nie... nie wierzę...-Wydusiłam z siebie zakrywając następnie usta. W tej chwili moje serce pękło. Rozleciało się na miliony kawałków. Jak ja mogłam być taka głupia? Już przyszła do mnie raz pewna dziewczyna, która uważała, że Kamil mnie zdradził. Jednak byłam zbyt zakochana i naiwna, by w to uwierzyć. Przecież był mój, nie mógłby mi tego zrobić. Ale teraz zobaczyłam to na własne oczy. Nie chciałam czekać na żadne wyjaśnienia. Wybiegłam z pokoju płacząc.
-ANIA!!!!!!-Usłyszałam za sobą, ale nawet się nie odwróciłam. Gdy byłam na dole ktoś złapał mnie za rękę.
-Przykro mi...-Powiedział Grzesiek Miętus.
-A więc wiedziałeś o wszystkim??!!-Krzyknęłam z wyrzutem, po czym uciekłam z hotelu. Jak najszybciej udałam się na dworzec, skąd dzięki Bogu miałam od razu autobus do Wiednia. Usiadłam na siedzeniu, po czym się totalnie rozkleiłam. Czułam się przez wszystkich oszukana. Zdrada ukochanego bolała cholernie mocno, tak go przecież kochałam...


Nagle się obudziłam. Jednak nie otwierałam jeszcze oczu. Musiałam wybadać, co było snem, a co rzeczywistością. Stwierdziłam, że jestem w łóżku. Kompletnie naga. Na dodatek poczułam, że na kimś się opieram. Na mężczyźnie. Na jego torsie. A więc seks z Kamilem to nie był sen. To była rzeczywistość. Jaki paradoks, że znajdowaliśmy się w tym samym hotelu, gdzie go przyłapałam na zdradzie. I mało brakowało, a jeszcze byłby to ten sam pokój... Tylko, że dlaczego przyśnił mi się nasz początek i nasz koniec? Nie dość, że tej samej nocy, to jeszcze akurat dokładnie w tę namiętną między nami noc? Kompletnie tego nie rozumiałam. Ewidentnie ktoś tam na górze mnie nie lubił i robił duże figle z moją podświadomością. Zanim się zdradzę, że już nie śpię, muszę to wszystko przemyśleć... Że też jesteśmy w moim pokoju, po cichu bym uciekła i tyle.. Niestety, ale nie było długo dane pozastanawiać się nad tym wszystkim. Kamil się obudził. Poczułam jak wodzi palcem wzdłuż mojego kręgosłupa. Cholera, po moim ciele popłynął znowu ciepły prąd do podbrzusza, przez co się wzdrygnęłam i pokazałam, że już nie śpię.
-Hej, kochanie.-Usłyszałam radosne powitanie.
-Cześć.-Odpowiadałam podnosząc się, aby oprzeć plecy o łóżko. Automatycznie zgarniałam ze sobą kołdrę na piersi. Kamil przybliżył się do mnie i ucałował w usta. Nie broniłam się,  wręcz że oddałam mu ten pocałunek, jednak zaraz przerwałam te czułości.
-Jak się spało?-Spytał od razu.
-W porządku.-Uśmiechnęłam się blado.-Pewnie jestem cała rozmazana!
-Nie aż tak. Wyglądasz pięknie.-Po tych słowach przyjrzałam mu się.
-Kamil... musimy pogadać.
-Możemy do woli!-Widziałam, że jest bardzo szczęśliwy.
-Ta noc...-Przerwałam, bo musiałam ułożyć coś sensownego.-Była cudowna, ale...
-Możemy to zaraz powtórzyć!-Przybliżył się do mnie, jednak powstrzymałam go ręką.-Co jest?
-Kamil, my już nigdy nie będziemy razem.-Spojrzałam mu w oczy.
-Dlaczego?-Spytał zdziwiony.
-Odkąd się ponownie spotkaliśmy.. czułam się zawsze dziwnie w Twoim towarzystwie..
-...to było zrozumiałe, ale...
-Daj mi skończyć.-Poprosiłam.-Czułam się zawsze dziwnie w Twoim towarzystwie, ale nie wiedziałam kompletnie co to oznacza. Myślałam, że uczucie do Ciebie wraca...
-A nie wróciło? Bo tak myślałem...
-Chciałam dać nam znowu szansę. Naprawdę... Wybaczyć, zapomnieć. Zwłaszcza, że widziałam Twoje starania. Jeżeli chodzi o wybaczenie to... to Ci wybaczyłam.-Spuściłam głowę.-Ale nie umiem tego zapomnieć... I raczej nie będę umiała. A to dziwne uczucie, które mi towarzyszyło, to.. to chyba był tylko mimo wszystko sentyment.
-Czegoś tu nie rozumiem... To dlaczego się ze mną przespałaś? Do niczego Cię nie zmuszałem.
-Tak, wiem. Chciałam tego. Niczego nie żałuję.-Spojrzałam mu w oczy lekko się uśmiechając.-Potrzebowałam bliskości, a mi zawsze było z Tobą w łóżku świetnie...  Zresztą, przecież z nikim nie jestem, więc nikomu tym krzywdy nie robiłam... Chciałam też sprawdzić, czy... czy może w ten sposób uda mi się zapomnieć... ale tak się nie stało. Co chwila, gdy dotykałeś mnie... wyobrażałam sobie Ciebie z tą rudą... jak to ją dotykasz... To było ponad mnie, nie umiałam tego powstrzymać...
Aż się wzdrygnęłam. Zauważyłam, że się zmieszał.
-A tymczasem uświadomiłam sobie coś innego...-Urwałam.
-Co takiego?-Na jego twarzy pojawiła się nutka nadziei.
-Że... że mi zależy na Maćku. Cholera, jakie to głupie. Musiałam wylądować z Tobą w łóżku, by to naprawdę zrozumieć... Po tym, jak Ty mnie... no wiesz... bawiłam się facetami. Można powiedzieć, że się chciałam zemścić na każdym mężczyźnie na tej planecie. Upatrzyłam też sobie i Kota, jako potencjalną ofiarę... Dobrze prosperujący skoczek narciarski, jedna z gwiazd naszej kadry. Idealny do kolekcji, prawda?-Zaśmiałam się drwiąco.-Ale nie umiem się nim zabawić. Nie nim.
-Ania, kocham Cię...-Powiedział prawie rozpaczliwie. Brzmiał bardzo wiarygodnie...
-A ja Cię kochałam. Ale już nie...
-Chciałbym byśmy byli razem... Daj mi szansę...
-Już ją miałeś. Miałeś mnie. Ale straciłeś. I powiedz mi, bo chciałabym wiedzieć...-Urwałam na chwilę, bo poczułam jak do oczu napływają mi łzy.-Dlaczego? Dlaczego to zrobiłeś? Przecież wiedziałeś, jak wiele dla mnie znaczysz... Co takiego ze mną było nie tak?
-Z Tobą?-Spytał zaskoczony.
-Podobno, gdy jedno zdradza to zazwyczaj oznacza, że nie układa mu się z partnerem. Inaczej nie szukałby boków... Nie zadowalałam Cię w łóżku? Coś źle zrobiłam? Może byłeś ze mną tylko dla zabawy?
-Nie! Broń Boże!-Aż zawołał.-Ty nie byłaś niczemu winna. Byłaś wspaniała pod każdym względem. Każdym. Najlepsza. To ja. Kochałem Cię i kocham nadal, ale nie umiałem docenić... Dopiero, gdy Cię straciłem... Byłaś najlepszym, co mnie w życiu spotkało...
-A... ile ich było? Tych lasek...-Po naszym rozstaniu nie rozmawialiśmy do momentu spotkania pod skocznią. Chyba jednak nadszedł czas na spowiedź. Nie wiem dlaczego, ale musiałam się tego wszystkiego dowiedzieć.
-Trzy.-Odpowiedział cicho.
-To wiedziałam o dwóch...-Patrzyłam beznamiętnie przed siebie.-Znałeś je bliżej?
-Nie. Tylko na jedną noc...-Skrupulatnie odpowiadał.
-A kiedy? W sensie... ile czasu po tym, jak zaczęliśmy być razem?
-Rok...-Wypowiedział niemal szeptem.
A więc cały kolejny rok na kłamstwie... pomyślałam. Jednak nie umiałam mu na to odpowiedzieć. Czułam, jak łzy coraz mocniej spadają na policzek.
-Chcę o Ciebie dalej walczyć...-Oznajmił mi.
-Proszę, nie... To niczego nie zmieni... Gdyby miało coś dać, to zdecydowanie już teraz, po tej nocy. Naprawdę chciałam dać Ci szansę, ale nie umiem. I... już Cię nie kocham. Nie da się ukryć, że dopiero pomógł mi w tym nieświadomie Kot...-Powiedziałam wstając z łóżka.-Proszę, nie utrudniaj mi tym życia... Już i tak dużo płakałam. Ale naprawdę Ci wybaczyłam... A nie chcę, by nasze relacje były złe, lecz poprawne. I to nie tylko dlatego, że będziemy nieraz współpracować. A tak naprawdę. Mamy tyle wspólnych wspomnień, które na pewno nie wyblakną. Tylko błagam... Maciek nie może się dowiedzieć o tym, co się wydarzyło...
Po tych słowach wyszłam do łazienki. Usiadłam na desce klozetowej, po czym schowałam twarz w dłonie. To była dla mnie bardzo trudna rozmowa. Niemal od początku ledwo panowałam nad emocjami. Dopiero w pytaniu o przyczynę zdrady nie umiałam ich już ukryć. Usłyszałam, jak Kamil wstaje i się ubiera. Nie spieszyło mu się. Szybko obtoczyłam się ręcznikiem i do niego wyszłam.
-Naprawdę mam nadzieję, że między nami będzie ok.-Powiedziałam patrząc mu w oczy. Chwilę mi się przyglądał ze smutną miną, po czym pokiwał twierdząco głową, a następnie... mocno mnie przytulił. Nie odepchnęłam go, wręcz przeciwnie. Obtoczyłam jego klatkę piersiową jedną rękę,  kładąc na niej również twarz. Kamil pocałował mnie w czubek głowy, po czym opuścił mój pokój bez słowa. Stałam tak dłuższą chwilę patrząc się na drzwi, po czym zaczęłam się ogarniać. Musiałam się spakować i wszystko posprzątać. W końcu dzisiaj wracaliśmy do kraju.

Podróż trwała tyle samo, ile wcześniej. W busie nadal było głośno i radośnie. Poza mną i Kamilem. Siedzieliśmy obydwoje przy oknach, każdy skupiony, zamyślony. Nawet się nas pytali, czy coś się stało. Tłumaczyliśmy to zmęczeniem. A tak naprawdę każde z nas musiało wszystko przemyśleć i poukładać. W Zakopanem byliśmy ok godziny 19. Jednak wszystkie rzeczy jedynie zostawiłam w internacie, po czym wyszłam z pokoju. Niemal całą drogę biegłam, aby wreszcie znaleźć się pod domem.
-Tak, słucham?-Drzwi otworzyła kobietka, która wyglądała na bardzo miłą.
-Dobry wieczór. Czy zastałam Maćka?

___________

Trochę krótkie, ale chyba wszystko się wyjaśniło :P
Zaskoczeni???